Jedząc na mieście
 Oceń wpis
   

Autorzy „Podstawowych dialogów dla olimpijskich wolontariuszy”, które można dostać w każdym pekińskim McDonaldzie, uczą młodzież jak powinna wyglądać wzorcowa rozmowa Chińczyka z obcokrajowcem. Mcdonaldowy savoir-vivre zakłada, że w pierwszym pytaniu Chińczyk powinien zapytać o wrażenia z pobytu w Pekinie. Autorzy dopuszczają tylko dwie odpowiedzi:

1. Byłem zdumiony ilością ludzi, którzy pojawiają się wszędzie.
2. Chiny są bardziej nowoczesne niż się spodziewałem.

Na pytanie, co wprawia cię w Chinach w zakłopotanie, też są tylko dwie możliwe odpowiedzi:

1. Czuję się mało komfortowo, gdy wszyscy się na mnie gapią.
2. Nie lubię pytań, co ile kosztuje w moim kraju.

 

Akurat mnie to nie przeszkadza. Jedyny kłopot sprawia mi komunikacja werbalna. W zetknięciu z rzeczywistością wszystkie języki w gębie zamierają. Wiem, że taksówkarze byli na specjalnych, przedolimpijskich kursach angielskiego, ale naprawdę nie potrafię ich zrozumieć. Szanuję ich, bo nie kantują klientów, ale zrozumieć nie potrafię. Wiem, że gdyby umieli mówić, to chętnie by mi pomogli.

Jeszcze przed wyjazdem dowiedziałem się, że trzeba jadać tam gdzie miejscowi. Dlatego na początku pytałem każdego, czy mógłby mi polecić jakąś lokalną restaurację. W Pekinie okazało się, że można ją poznać po nakryciu stołu: trzeba iść tam gdzie leżą ceraty, a nie obrusy. Ale tam można wejść tylko z przewodnikiem, gdyż restauracje "ceratowe" nie mają w menu ani obrazków, ani angielskiego tłumaczenia. Jedzenie w takiej knajpie jest jak spacer po linie rozwieszonej nad przepaścią. Kiedyś w jednej z nich trzykrotnie próbowałem zamówić herbatę i dostawałem kolejno: 7 Up, piwo i sok śliwkowy. A kuchnia chińska jest przecież pełna niespodzianek i można tam znaleźć całe bogactwo europejskich ogrodów zoologicznych.

Dlatego organizatorzy pospieszyli nam z pomocą i przygotowali odpowiednie słowniki, które są rozdawane w wiosce olimpijskiej i prasowej. Początkowo korzystałem z „300 chińskich sentencji dla olimpijczyków”, pozycji wydanej przez Pekiński Komitet Organizacyjny Igrzysk. Książka wydała mi się zupełnie bezużyteczna, gdy w rozdziale restauracje znalazłem pytanie zupełnie nie na miejscu w Pekinie: Nali you qingzhen fandian (Gdzie znajdę restaurację arabską?). Zresztą zauważyłem, że i tak nikt nie rozumie mojego chińskiego, bo transkrypcja fonetyczna jest bardzo skomplikowana i bez ćwiczeń z lektorem nie sposób uzyskać prawidłową wymowę.

 

Znacznie praktyczniejszy jest więc rozdawany na terenach olimpijskich „Międzynarodowy tłumacz: Komunikacja natychmiastowa”, rekomendowany przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski. Jest to składana książeczka, w której zamiast słów występują rysunki. Jej dodatkowym atutem jest obszerny rozdział pod hasłem: „jedząc na mieście”.  Na przykład, jeśli chcemy zamówić w restauracji wino, najpierw pokazujemy palcem narysowany kieliszek a potem butelkę, która na rysunkach może być biała, różowa i czerwona. Osobny rozdział poświęcony jest zagadnieniom kulinarnym związanym ze zwierzętami domowymi. Teraz wystarczy pokazać na obrazku szczura i powiedzieć „bu shi” by mieć pewność, że makaron jest na pewno z tofu.


fot. Cezary Łazarewicz


Słownik nie jest jednak doskonały, bo na dość proste chińskie pytanie, dlaczego w Pekinie nie zdobywamy medali, nie ma tam odpowiedzi. Jak wytłumaczyć, że my już swoje piętno w dziejach świata odcisnęliśmy pod Grunwaldem, Wiedniem i pod Lenino. Przecież nie ma na to odpowiedniego obrazka.

Cezary Łazarewicz

Komentarze (3)
Jedną bramką... Chińczyk mistrzem szabli! Jak to...

Komentarze

2008-08-14 19:05:49 | 195.95.170.* | cani
Re: Jedząc na mieście [1]
Nie wiem czemu dziennikarz średnionakładowego tygodnika w peryferyjnym kraju ciągle
próbuje udowodnić wyższość świąt Wielkancnych nad świętami Bożego Narodzenia.
Ok, są różnice kulturowe pomiędzy Europą i Azją (A NAWET (błogosławionym
sponsorem)AMERYKĄ!!!!), są różnice w postrzeganiu świata.
Może czas jednak dostrzec pozytywy tamego świata?
Straszliwie mnie mierzą te zaprogramowane artykuliki dziennikarzy z mojego kraju,
który w końcu lubię i chciałabym aby cenieni przeze mnie ludzie z mojego ulubionego
kraju Polski znajdującym się na moim ulubionym kontynencie Europie byli choć trochę
bardziej otwarci na inność.
a tu tylko:
"hi hi hi hi - taksówkarze (mimo kursów) nie mówią tak po angielsku abym ja białasek
z nad zasyfionej Wisły mógł ich zrozumieć. hihi hi hi jakie prostaki zniewolone te
chińczyki"
"hihihi hi bary "ceretowe" są w Chinach. hi hi hihi a innostrańców odsyłają do
obrusowych barów z ikonkami obrazkowymi. HiHi hi hi jakie to sterowane przez władze
totalitarne jest hihi hi hi"
A nie przyszło Panu do głowy, że jest wyraz uprzejmości azjatyckiej, ktora jest nie
do zrozumienia dla prostaka i barbarzyńcy z "białego" swiata? skomentuj
2008-08-30 12:33:25 | 83.6.237.* | Ben Eleazar
Mogę zrozumieć złośliwości zapoznanego z etykietą(można wnioskować) całego
świata.Należy jednak zrozumieć, że "dziennikarzyna" pisze to jak widzi i
odczuwa.Na tym polega reportaż.Na pewno większość "białasów" tak właśnie widzi
Pekin w pierwszym zetknięciu się z nim.Tak też widziałem Japonię,w której bywałem
dosyć cęsto.Nie uczymy ię,rzeczywiście, wszystkich jezyków,ale prosze pokazać
Chińczyka,czy Japończyka,który przyjeżdża do Polski i nie jest zdziwiony prawie
wszystkim.W Japonii też starałem się chodzić samotnie,aby wchłonąć najwięcej z
bezposredniego kontaktu.Bary z atrapami pokarmów dla "inastrańców" ,a nawet i dla
Japończyków jest wygodą wyboru.Pokazujesz i masz.Ten artykuł reportażowy jest
właśnie otwieranie się na inność,a inność to też ciekawość.Autor nie pisze,że
"chinole" czy "żółtki" żyją nad brudną Jang tse,a nawet jest pełen atencji dla
taksówkarza,który nie dolicza 3 strefy,czy wozi wokoło kilku ulic aby nabić
licznik.
W Korei Północnej byłe podziwiany i podejrzany za umiejetne operowanie
pałeczkami.Przekonany jestem,że tak samo widzieliby mnie Chińczycy 30 lat temu,a
nawet teraz na prowincjach. skomentuj
2008-08-13 16:29:53 | 217.153.26.* | ramparararaz
Re: Jedząc na mieście [0]
a pomyslec, ze kiedys wystarczył warstwom oswieconym francuski, pozniej angiwelski -
i wszyscy sie dogadywali na KAZDY temat, car rosyjski z francuskimi dyplomatami gadał
jak swój ze swoim, bo bylo to w dobrym tonie. Dzis nowoczesne spoleczenstwa są
wtórnymi analfabetami, mało znamy języków niestety. Chinski jest b. prostym językiem,
miłym dla ucha - i mozna szybko przyswoic wiele zwrotów. Np (akcent tam gdzie duze
literki, w nawiasie wymowa fonteyczna) wo bu hui shuo putonghua (ło pUchłej szłO
putonghłA) = nie mowię po chinsku, wo jiao Kowalski (ło ciAo kowalski) - nazywam
sie Kowalski, wo shi Bo Lan guo ren (ło szy po lan głOżen) - jestem Polakiem :))
Proste i fajne. Niestety, chinski mandarynski ma 4 tony, kazdy wyraz moze byc
wymawiany na 4 sposoby i miec wiele znaczec (np wyraz SHI - ma okolo 70 znaczen, np:
być, jestem, jest, dziesięc - w zaleznosci od akcentu) - to jest zabójcze dla
europejczyka, trzeba wpasc w odpowiedni zaspiew, ale po jakims czasie jest to tak
łatwe jak pestka. pozdr, i zycze odwagi w nauce chinskiego, jest piekny, sam znam
niewiele, ale kiedys planuje pomieszkac w Chinach jakis czas. Hubert. skomentuj
Najnowsze wpisy
2008-08-24 22:45 Grobowa cisza
2008-08-24 15:24 Olimpijski bilans
2008-08-22 17:30 Abstrakcja i rzeczywistość
2008-08-21 17:37 Za Wielkim Murem
2008-08-21 16:46 Czarna data
Najnowsze komentarze
2011-05-21 20:01
biznesforum24h:
Olimpijski bilans
Witam Z przyjemnością muszę stwierdzić ze informacje na Pańskim Blogu są jak najbardziej[...]
2011-03-21 20:39
aep:
Grobowa cisza
Tam gdzie w grę wchodzi duża kasa, krzyczą tylko fanatycy, reszta szuka możliwości zarabiania[...]
2010-01-12 22:48
http://wynikidot.pl:
Grobowa cisza
Jak widac chinczycy doskonale sie organizuja we wlasnym panstwie
2009-12-03 06:38
ugg sale :
Czarna data
UGG boots ,ugg discount ,ugg boots sale,ugg cardy ugg store ,ugg boots online,ugg[...]
2009-11-28 09:07
aion:
Grobowa cisza
www.aion4gold.com
Archiwum
Rok 2008