Atak wolontariatu
 Oceń wpis
   

Człowiek z akredytacją Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego na szyi czuje się w Pekinie jak kombatant Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, na którego za każdym rogiem czyhają pionierzy, by przeprowadzić go przez ulicę. Tu pionierów zastąpili Wolontariusze Pekińskich Igrzysk. Nie jest łatwo się przed nimi schować, bo są wszędzie. Przy sklepie, przy stacji metra, na przystanku autobusowym. W centrum i poza. Chodzą zwykle grupkami.

Łatwo ich rozpoznać po błękitnych koszulkach, kółkach olimpijskich i napisie na plecach Beijing 2008. Wszyscy są młodzi i uśmiechnięci. Fot. Cezary Łazarewicz

Wolontariuszy, nie licząc tych 100 tysięcy, którzy będą obsługiwać zawody sportowe, jest 400 tysięcy. Co prawda z informacji prasowych wynikało, że będą pracować głównie w okolicach obiektów olimpijskich, udzielając informacji turystycznych i pomagając w tłumaczeniach, ale chyba rozeszli się już po całym mieście, bo widziałem ich bardzo daleko od centrum. Zupełnie zgadzam się panem Zhang Honk, z departamentu wolontariatu Pekińskiego Komitetu Organizacyjnego Igrzysk, że: „liczba wolontariuszy nie tylko pokazuje ogromny entuzjazm z jakim różne środowiska przyjmują Olimpiadę, ale jest również manifestacją jednej z zasad wolontariatu podczas tych Igrzysk - masowego uczestnictwa”.

Ponadto wszyscy wolontariusze obowiązkowo biorą udział w akcji „Uśmiech Pekinu”, wiec są bardzo mili i bardzo sympatyczni.

Problem jest jeden: jeszcze nie wszyscy kibice, dziennikarze i sportowcy dotarli do Pekinu, więc liczba wolontariuszy przypadających na jedną jednostkę akredytację jest obecnie znacznie ponad przeciętną. A żółtą kartę akredytacyjną widać z daleka. Pani Wei, która odbierała mnie z lotniska w Pekinie, powiedziała, że karta ułatwia życie. Gdy się ją nosi, to zawsze można liczyć na pomoc w potrzebie. To prawda. Nie wiedziałem tylko, że wysyłam aż tak wiele sygnałów informujących, że sobie nie radzę. Bo receptory wolontariuszy są bardzo czułe. Reagują na chwilkę zawahania, którą  bramką wejść do metra, lub wątpliwość, czy na skrzyżowaniu pójść w prawo, czy w lewo. Nie mówię już o oczywistych sytuacjach, przy których wolontariusze lecą, jak ćmy do światła, czyli gdy rozkłada się na ulicy plan miasta.

Ktoś mógłby powiedzieć, że nie muszę się afiszować z akredytacją. Niestety, i bez niej  rzucam się w oczy. Ponadto, akredytowani dziennikarze mogą po całym Pekinie jeździć za darmo. Każdy przejazd metrem to oszczędność 2 yuanów. A 60 groszy piechotą nie chodzi...

Cezary Łazarewicz

Komentarze (1)
Olimpijski spokój Wzmocnić, zrozumieć, pogłębić

Komentarze

2008-08-09 01:55:00 | 195.150.77.* | Darko1
Re: Atak wolontariatu [0]
Ciekawi mnie ilu z tych ludzi to wolontariusze "z wyboru" (czyli nie z przymusu) i
ilu wśród nich jest tajniaków... skomentuj
Najnowsze wpisy
2008-08-24 22:45 Grobowa cisza
2008-08-24 15:24 Olimpijski bilans
2008-08-22 17:30 Abstrakcja i rzeczywistość
2008-08-21 17:37 Za Wielkim Murem
2008-08-21 16:46 Czarna data
Najnowsze komentarze
2011-05-21 20:01
biznesforum24h:
Olimpijski bilans
Witam Z przyjemnością muszę stwierdzić ze informacje na Pańskim Blogu są jak najbardziej[...]
2011-03-21 20:39
aep:
Grobowa cisza
Tam gdzie w grę wchodzi duża kasa, krzyczą tylko fanatycy, reszta szuka możliwości zarabiania[...]
2010-01-12 22:48
http://wynikidot.pl:
Grobowa cisza
Jak widac chinczycy doskonale sie organizuja we wlasnym panstwie
2009-12-03 06:38
ugg sale :
Czarna data
UGG boots ,ugg discount ,ugg boots sale,ugg cardy ugg store ,ugg boots online,ugg[...]
2009-11-28 09:07
aion:
Grobowa cisza
www.aion4gold.com
Archiwum
Rok 2008