W Pekinie wreszcie nastał polski dzień! Naszemu specjalnemu wysłannikowi, Cezaremu Łazarewiczowi zapewne z trudem udało się zdążyć na kolejne ceremonie wręczania medali.
Najpierw było złoto i srebro dla polskich wioślarzy, potem brąz przesympatycznej Agnieszki Wieszczek w zapasach, a wreszcie wicemistrzostwo sztangisty Szymona Kołeckiego, który całe lata zmagał sie z ciężką kontuzją kręgosłupa.
Ale nie tylko dla nas była to medalowa niedziela. Dla Michaela Phelpsa również. Amerykanin dotrzymał obietnicy, i zdobył w Pekinie ósmy złoty medal. Tyle właśnie zapowiadał. Nikomu przed nim się ten wyczyn nie udał!
Do tej pory w tabeli multimedalistów prowadził amerykański pływak Mark Spitz, który w 1972 r. w Monachium zdobył siedem złotych medali. W łącznej klasyfikacji medali zdobytych na kilku igrzyskach przodowała czwórka sportowców, którzy mieli w dorobku po dziewięć złotych medali.
Pierwszym był fiński długodystansowiec Paavo Nurmi, który w latach 1920 -28 zdobył dziewięć złotych i trzy srebrne medale. Był niezwykle skromny, małomówny. Do tego stopnia, że przezwano go "Wielkim Niemową". Nurmi stał się symbolem pierwszej epoki olimpizmu, epoki amatorstwa, za co zapłacił wysoką cenę. Zdyskwalifikowano go bowiem i zabroniono startu w kolejnych igrzyskach, gdy okazało się, że podwójnie podliczał koszty podróży. Był po prostu ubogi.
Radziecka gimnastyczka Larysa Łatynina na trzech olimpiadach od 1956 do 1964 roku wywalczyła dziewięć złotych, pięć srebrnych i cztery brązowe medale. Miła i elegancka, stała się chętnie pokazywanym zagranicą symbolem socjalistycznego sportu.
Mark Spitz zapoczątkował etap amerykańskiej rekordomanii, miał w kieszeni dwa złote medale zdobyte w Meksyku, gdy zapowiedział, że pobije rekord wszechczasów i zdobędzie siedem złotych krążków podczas jednych igrzysk. Podpisał kontrakty reklamowe na miliony dolarów.
Czarnoskóry reprezentant USA, Carl Lewis zebrał swoje medale (dziewięć złotych i jeden srebrny ) w sprintach i skoku w dal. Wszystko to w ciągu czterech olimpiad, od 1984 do 1996 roku. Ciężko na to pracował.
Michael Phelps miał 19 lat, kiedy w Atenach wywalczył sześć złotych i dwa brązowe medale. Teraz dołożył aż osiem. Jest absolutnym mistrzem. Takie kolekcjonowanie medali olimpijskich jest możliwe dzięki powiększeniu programu zawodów w pływaniu o dystans 200 m w każdym stylu, a także dzięki aż trzem sztafetom. Przede wszystkim jednak swoje wyniki Phelps zawdzięcza niezwykłym warunkom fizycznym. Ma stopy niczym płetwy, bo nosi buty nr 49. Ramiona sięgają mu do kolan. Pojemność płuc – dwukrotnie większa niż u innych. Między 12. a 17. rokiem życia trenował średnio o 52 dni dłużej w ciągu roku, niż jego amerykańscy rywale. Jak to możliwe? Rachunek jest prosty - w każdą niedzielę, kiedy wszyscy mieli wolne, on karnie przepływał swoje kilometry.
Michael Phelps robi wrażenie skromnego i koleżeńskiego. Jego znajomi twierdzą, że rzeczywiście taki jest.
Wielu uważa, że Phelps jest fenomenem z innej planety. - On nie jest z innej planety - skomentował brytyjski trener pływania, Simon Burnett. - On jest z przyszłości!
Tadeusz Olszański



