Kulturalne zderzenie
 Oceń wpis
   

Pekińską odmianą polskiej gry w trzy karty jest pokaz parzenia herbaty. Z tą różnicą, że z gry można się wycofać w każdej chwili, a z parzenia herbaty nie.

Jeśli ktoś w drodze do Zakazanego Miasta zaproponuje ci miłą herbatkę, lepiej już iść do Mauzoleum Przewodniczącego Mao, po drugiej stronie placu Tiananmen.

Wiedziałem o tym przed wyjazdem. Ostrzegał mnie Janusz Tatera, polski attache olimpijski. Zwykle jest tak samo. Po przekroczeniu Bramy Tiananmen, idąc w kierunku Zakazanego Miasta, natkniemy się na bardzo miłą studentkę, która właśnie ćwiczy swój angielski. W ramach konwersacji z obcokrajowcem chce pogłębić swoją wiedzę na temat czasowników nieregularnych. To jest moment, gdy niepostrzeżenie zostaje nam zarzucona na szyję pętla. Będzie się ona potem stopniowo zaciskać po wejściu do herbaciarni, gdzie nieświadomy turysta prowadzony jest na szafot, czyli do pokoju parzenia. Egzekucja, przy miłej rozmowie i uśmiechach, trwać może nawet kilka godzin. Zaciśnięcie sznura następuje zupełnie niespodziewanie, gdy kelner przynosi rachunek. Czasem na 200, czasem na 1.700 dolarów.

Wiedząc o tym, dość sprawnie wykręciłem się od kilku wizyt. Bez straty yuana dotarłem przed bramę Zakazanego Miasta. I tu chyba trochę zawiodła mnie czujność. Podeszła Pani Li. Nawet gdyby to było prawdziwe nazwisko, to i tak nie do znalezienia wśród 90 mln innych osób noszących w Chinach to samo nazwisko. Bo Li jest jak nasz Kowalski.

Pani Li nie była studentką. Byłą pielęgniarką, która po pracy spaceruje po Hutongu, starych i krętych uliczkach Pekinu. Nie wiedziałem, że tam też są herbaciarnie.

W herbaciarni jest przemiło. Wygląda jak osiedlowy zakład fryzjerski, gdzie w osobnych, małych, ale przytulnych pokoikach goli się klientów. Mnie też prowadzą do takiego. Z głośnika dobywa się nastrojowa muzyka. Jest przyciemniane światło. Kucasz na macie, a mistrzyni ceremonii długo i pieczołowicie przygotowuje kolejne rodzaje herbat. Zielone, owocowe, o zapachu jaśminu, wiosny czy lata. Przelewa z filiżanki do filiżanki. Miesza. Spogląda na herbatę pod światło. Gdyby nie kartka wisząca na wysokości wzroku każdej ofiary, można by było zapomnieć o całym świecie. Bo nie można się całkowicie zrelaksować, gdy przed oczami masz napis: u nas za wszystko zapłacisz kartą kredytową Mastercard.

Uważam, że podpatrywanie obcej kultury jest warte każdych pieniędzy. Bo skąd bym wiedział, że herbatę w Chinach pije się w białych naparstkach. A po wypiciu jeszcze ciepłą porcelanę filiżanki przykłada się do skroni. Skąd bym wiedział, że trwa to tak długo?

Więc sto dolarów za kilka łyków herbaty to wcale nie jest taka wygórowana cena. Co prawda jest to jakieś sto razy więcej niż w ulicznym barze, ale tam ciężko chłonąć tę tradycyjną kulturę i gościnność chińską.

Cezary Łazarewicz

Komentarze (6)
Beczka prochu Do ostatniej chwili...
Najnowsze wpisy
2008-08-24 22:45 Grobowa cisza
2008-08-24 15:24 Olimpijski bilans
2008-08-22 17:30 Abstrakcja i rzeczywistość
2008-08-21 17:37 Za Wielkim Murem
2008-08-21 16:46 Czarna data
Najnowsze komentarze
2011-05-21 20:01
biznesforum24h:
Olimpijski bilans
Witam Z przyjemnością muszę stwierdzić ze informacje na Pańskim Blogu są jak najbardziej[...]
2011-03-21 20:39
aep:
Grobowa cisza
Tam gdzie w grę wchodzi duża kasa, krzyczą tylko fanatycy, reszta szuka możliwości zarabiania[...]
2010-01-12 22:48
http://wynikidot.pl:
Grobowa cisza
Jak widac chinczycy doskonale sie organizuja we wlasnym panstwie
2009-12-03 06:38
ugg sale :
Czarna data
UGG boots ,ugg discount ,ugg boots sale,ugg cardy ugg store ,ugg boots online,ugg[...]
2009-11-28 09:07
aion:
Grobowa cisza
www.aion4gold.com
Archiwum
Rok 2008