Czekanie na medal
 Oceń wpis
   

W dniu otwarcia igrzysk prezes PKO Piotr Nurowski powiedział, że dobrze byłoby zacząć od „mocnego uderzenia”, czyli efektownego zdobycia jakiegoś medalu. Tak właśnie stało się w 1996 roku w Atlancie. Nieznana szerzej Renata Mauer w pierwszym dniu olimpiady zdobyła złoty medal w strzelaniu z karabinka pneumatycznego. Zaraz potem nasi zapaśnicy zdobyli trzy złote medale w stylu klasycznym i na starcie igrzysk Polska objęła prowadzenie w medalowej klasyfikacji.

Łza się w oku kręci na wspomnienie tamtych sukcesów, gdyż po drugim dniu igrzysk w Pekinie mamy więcej powodów do zadumy nad kondycją naszego sportu, niż powodów do radości. Nasi olimpijczycy na razie nie wywalczyli żadnego medalu, a więc inauguracyjnego mocnego uderzenia już nie będzie. Na medale przyjdzie poczekać, bo piłkarzy ręcznych po efektownym zwycięstwie nad Chinami czekają następne mecze, a  gimnastyk Leszek Blanik, który po cudownym skoku zakwalifikował sie do finału, będzie walczył o medal dopiero 18 sierpnia. Dzielnie walczą też w swoich wyścigach wioślarze oraz, mimo słabych wiatrów, żeglarze. Ale to na razie wszystko.

Powodów do smutku jest znacznie więcej. Siatkarkom starczyło konceptu tylko na pierwszego seta w meczu z Kubankami. Szablistki ze łzami w oczach odpadały w turnieju indywidualnym. Najgorsze jednak, że naszym reprezentantom w pływaniu, z Otylią Jędrzejczak na czele, świat po prostu odpłynął w nieosiągalną dla nich obecnie dal nowych rekordów świata. Przy okazji kłaniam się nisko naszym (nie  tylko sportowym) władzom, które od sześciu lat, kiedy to polscy pływacy zaczęli osiągać światowe wyniki, nie były w stanie wybudować 50-metrowej krytej pływalni przy warszawskiej AWF. Tamtejszy 25-metrowy basenik był nowoczesny za czasów marszałka Piłsudskiego, którego imię nosi ta uczelnia.

Oczywiście igrzyska dopiero się rozpoczęły, wszystko ciągle przed nami. Miejmy nadzieję, że oczekiwaniu na medal towarzyszyć będzie narastająca złość u naszych olimpijczyków. Być może ona właśnie utoruje drogę do zwycięstw. Źle się jednak stanie, jeśli czekanie na medal wywoła nerwowość kierownictwa ekipy, włącznie z szefami PKOl. Wywieranie silnej presji będzie miało - przećwiczyliśmy to w Atenach - fatalny wpływ na atmosferę w zespole.

Aktualizacja z godz. 18.10 : Wreszcie ktoś zaczął od mocnego uderzenia. Siatkarze wygrali z Niemcami 3:0. Brawo!

 

Tadeusz Olszański

Komentarze (1)
Inauguracja oglądana z Ptasiego Gniazda
 Oceń wpis
   

Igrzyska rozpoczęte. Jest druga w nocy. Pekin nie śpi, bo właśnie spełnia się jego sen.

Po Wielkim Otwarciu wróciłem do hotelu. Gdyby był tu Tadeusz Olszański, mógłby porównać wszystkie ceremonie z ostatnich trzydziestu lat. Ja ograniczę się do stwierdzenia, że trudno będzie w Londynie przebić to, co pokazano w Pekinie. Te cuda techniki, latających na linkach ludzi, spacery po koronie stadionu i sztuczne ognie. Zresztą, na pewno lepiej to było widać w telewizji niż z loży prasowej, w której stałem.

Widziałem 2008 perkusistów, zanim jeszcze wprowadzili na scenę swoje bębny (starożytne, chińskie instrumenty wykonane z gliny i brązu). Wszyscy byli jak z matrycy. Jednakowego wzrostu i podobnej budowy.

Fot. Cezary Łazarewicz

Zaskoczyła mnie dbałość o szczegóły. Organizatorzy pomyśleli o wszystkim – nawet o tym, by chińska flaga po wciągnięciu na maszt łopotała na wietrze. Zapewniam, że pod koroną żadnego wiatru nie było. Duchota panowała taka, że pot lał się strumieniami.

Stan wyjątkowy w Pekinie trwał już od rana. Plac Tiananmen i jego okolice przypominały wojskową twierdzę, nie przepuszczano nawet pieszych. Efekt dla ulicznego ruchu był taki, jak by w Warszawie zamknąć jednocześnie Marszałkowską i Aleje Jerozolimskie. A mieszkańcy Pekinu tylko rozkładali ręce i mówili, że to zrozumiałe, bo jest olimpiada.

Ostatni autobus z hotelu odchodził do centrum prasowego na dwie i pół godziny przed rozpoczęciem ceremonii. Miejsca w Ptasim Gnieździe były mocno reglamentowane i nie wszyscy akredytowani dziennikarze dostali wejściówki. Stadion na 91 tysięcy miejsc był zapełniony po brzegi. Na każdego gościa czekała chorągiewka, znicz na baterie, latarka, bębenek i biało-czerwona chusteczka. Rekwizyty miały być użyte w odpowiednim momencie ceremonii. W którym? To dokładnie wiedzieli wolontariusze, przydzieleni do każdego rzędu, by robić klakę.

Przejście Polaków nie spowodowało ożywionej reakcji tłumów. To potwierdza moje obserwacje, że zupełnie jesteśmy tutaj nieznani. Nikt o nas nic nie wie i nie kojarzymy się z niczym. Bolanda, Polanda, Polonda – myli się Chińczykom nazwa naszego kraju. Pewna studentka przekonywała mnie, że Polska leży między Francją i Niemcami. To chyba nobilitacja...

Cezary Łazarewicz

 

Komentarze (8)
Czego nie widać
 Oceń wpis
   

Na piątkową, godzinną uroczystość otwarcia igrzysk, od trzech i pół roku pracowało kilkadziesiąt, a być może nawet kilkaset tysięcy ludzi. Nie będzie ich w telewizji.

W marcu 2005 roku Pekiński Komitet Organizacyjny ogłosił konkurs na przygotowanie programu otwarcia i zamknięcia igrzysk. Z 409 nadesłanych z całego świata prac 13 trafiło na krótką listę, tzn. ich autorom dano szansę zaprezentowania pomysłu osobiście.
Druga runda prezentacji, do której weszło tylko pięć najwybitniejszych zespołów, odbyła się w styczniu 2006 roku, a więc na dwa i pół roku przed olimpiadą. W rezultacie z pięciu zespołów stworzono jeden.
Pod koniec marca 2006 zaczęły się pracę kreatywne. Potem eksperci sporządzili studium wykonalności i połączyli w jeden projekt pracę zespołu świetlnego, dźwiękowego, fajerwerkowego, choreograficznego i innych. Dopasowali to wszystko do zaprojektowanej konstrukcji stadionu narodowego. We wszystkich prowincjach Chin rozpoczęły się poszukiwania profesjonalnych artystów, aktorów, uczniów, studentów itp.
Pierwsze próby rozpoczęły się rok temu. A że stadion jeszcze nie był gotowy, główną scenę, imitującą Ptasie Gniazdo, zbudowano w dzielnicy Daxing. Zanim powstała, poszczególne zespoły ćwiczyły w 14 innych, rozrzuconych po całym Pekinie miejscach. Dopiero w połowie czerwca artyści przenieśli się do Ptasiego Gniazda, gdzie próby odbywały się dzień w dzień. Oglądając w piątek 15 tysięcy osób, które będą chodzić jak po sznurku, warto mieć świadomość kilku lat pracy, włożonej w każdy najdrobniejszy szczegół i gest.

Ceremonia otwarcia okryta jest wielką tajemnicą. Jej dyrektor, Zhang Heping, zapowiedział w środę, że przedstawienie będzie pokazywało wielkość Chin – tych starożytnych i tych współczesnych. Ich aspiracje i atuty.

Sukces jest murowany. Na Placu Tianenmen widziałem już skrzynie z fajerwerkami, które zostaną odpalone zaraz po tym, jak prezydent Chin Hu Jintao powie, że XXIX Igrzyska Olimpijskie uważa za otwarte. Fajerwerki rozjaśnią linię horyzontu Pekinu, by każdy Chińczyk mógł doświadczyć radości płynącej z Olimpiady.

Czy coś może popsuć tę od lat przygotowywaną uroczystość? Dyrektor Zhang Heping stwierdził, że organizatorzy przygotowani są na każdą ewentualność. Jeśli spadnie deszcz, są w stanie błyskawicznie wprowadzić plan awaryjny, i nawet podczas trwania uroczystości modyfikować program. Wszystko jednak wskazuje na to, że to deszcz jest największym zmartwieniem organizatorów. Gorsi od deszczu są ci, którzy próbują w Chinach wywoływać burzę. Tacy, jak czworo przybyszów z Anglii i USA, których aresztowano, gdy na jednym z pekińskich mostów próbowali powiesić transparent w obronie Tybetu.

 

Jak mówią organizatorzy, wszyscy powinni szanować miejscowe prawa i nie łamać ducha olimpizmu. I jest dla nich oczywiste, że kto "łamie ducha igrzysk", może być aresztowany. Dyrektor Zhank zapewnia, że nikt nie jest w stanie pokrzyżować planów komitetu organizacyjnego. Ceremonia otwarcia ma być największa, najokazalsza, niezapomniana. I nic tego nie zmieni.
 - Bóg nam pomoże – mówi Zhank.
I tylko szkoda, że towarzysz Mao tego nie doczekał.
 

Cezary Łazarewicz

Komentarze (2)
Granice możliwości
 Oceń wpis
   

Czy w Pekinie ustanowione zostaną nowe rekordy świata?

Przed każdymi igrzyskami stawia się to pytanie, choć wyniki osiągane w lekkiej atletyce, pływaniu czy podnoszeniu ciężarów już dawno przekroczyły granice ludzkich możliwości. A jednak ciągle są one przesuwane, ciągle padają kolejne rekordy. I to jeszcze nim zapłonie znicz olimpijski, w toku startów przed rozpoczęciem igrzysk.


Kilka tygodni temu 22-letni Usain Bolt z Jamajki przebiegł 100 m w 9,72 sekundy. Poprawił niebotyczny rekord świata swego rodaka Asafy Powella o 0,02 (słownie dwie setne) sekundy. To mniej niż drgnienie powiek, ale przecież od mierzenia takich różnic mamy elektroniczne instrumenty pomiaru czasu. Powell stracił rekord, wydawałoby się, nie do poprawienia i zapowiada rewanż w Pekinie. „To ja zdobędę złoty medal, a nie Bolt” - mówi dobitnie w każdym wywiadzie. Jest nie tylko w doskonałej formie, ale liczy również na specjalnie przygotowane dla niego cudowne buty. Firma Nike przygotowała nowy model kolców dla sprinterów z cienkiej jak pergamin tkaniny syntetycznej o grubości dwóch mikronów, które ważą 186 gramów, a więc są lżejsze o jedną czwartą od stosowanych dziś butów dla sprinterów. Ba, japońska firma Asics uzbroiła swego sprintera Mimure Hitasi (też biega setkę poniżej 10 sekund) w nowy model kolców z tkaniny wytwarzanej syntetycznie z łusek ryżowych, które są jeszcze lżejsze i ważą tylko 110 gram!


W pływaniu technologia sprzętu ma jeszcze większe znaczenie niż w lekkiej atletyce. Miesiąc temu na mistrzostwach USA pływacy amerykańscy poprawili aż 6 rekordów świata. Wszyscy pływali w nowych kostiumach, a właściwie kombinezonach firmy Speedo, które ściśle  pokrywają ciało od kostek po szyję. Nowość tego stroju o kryptonimie LZR polega na elastycznej tkaninie o splocie na wzór skóry rekina. Kombinezony te nie są szyte, lecz spajane laserowo, bo szwy przecież wzmagają opór wody. O te setne sekundy. Jedynym problemem jest naciągnięcie na siebie tej rekiniej skóry, co trwa nawet kwadrans!

Niedwuznacznie z tego wynika, że granice ludzkich możliwości w sporcie są ostatnio przesuwane nie tyle dzięki większej wydolności organizmu, ale w dużej mierze przez technologiczne doskonalenie strojów i sprzętu, którym się daną dziedzinę uprawia. Jeśli więc o Pekin idzie, pytanie powinno brzmieć inaczej: na ile technologia pomoże olimpijczykom poprawiać rekordy wbrew naturalnym przeszkodom, jakim niewątpliwie jest zanieczyszczenie powietrza, czyli ten słynny smog, który zmniejsza wydolność płuc, a tym samym szybkość i wytrzymałość człowieka?

Tadeusz Olszański

Komentarze (1)
Beczka prochu
 Oceń wpis
   

Ilu olimpijczyków zostanie w Pekinie przyłapanych na dopingu? A komu to ujdzie bezkarnie?
Na pierwsze pytanie otrzymamy odpowiedź w toku igrzysk. Na drugie być może nigdy! Wybitny ekspert i rzecznik zwalczania dopingu profesor Akademii Sportu w Budapeszcie Robert Frenkl w Węgierskiej TV zapowiedział, że w Pekinie doping eksploduje niczym beczka prochu. Jego wypowiedź natychmiast opublikował najpoczytniejszy dziennik „Nepszabadsag” , a w ślad za nim zagraniczna prasa.

Prof. Frenkl zwrócił uwagę, że niezależnie od coraz intensywniejszej walki z dopingiem i przeprowadzaniem przez Światową Agencję Zwalczania Dopingu ( WADA ) już tysięcy testów w ciągu całego roku, z olimpiady na olimpiadę rośnie ilość wykrywanych pozytywnych prób, a tym samym wpadek dopingowych (patrz zestawienie). A zatem doping ciągle kusi. WADA i krajowe agencje przeprowadzają testy nie tylko na zawodach, ale równi`eż metodą zaskoczenia na zgrupowaniach treningowych. Rzecz w tym, że ilość przeprowadzanych testów wcale nie wstrzymuje stosowania środków dopingujących. Prymitywne już EPO i inne testosterony zastępują nowe, bardziej wyrafinowane środki farmakologiczne i co nowe – preparaty oczyszczające organizm po stosowaniu dopingu. Negatywny wynik testu wcale nie musi więc świadczyć o tym, że zawodnik nie stosował środków dopingujących, lecz po prostu o tym, iż został z nich chemicznie wyczyszczony.

Jeszcze a Atenach – przypomina prof. Frenkl – zawodnicy, w tym dwóch węgierskich złotych medalistów – próbowało oszukać kontrolę antydopingową stosując prymitywną metodę podmiany oddawanego do analizy moczu. Stosowali do tego celu woreczki z obcym materiałem, sztuczne penisy itp. Te fizyczne metody – tak je nazwał prof. Frenkl – dziś zastępuje odpowiednio wcześniej zastosowane wypłukanie organizmu, a więc chemia. W dodatku do użytku weszły ostatnio medykamenty wzmagające wydolność, a nie znajdujące się na liście zabronionych środków, jak choćby viagra, po którą sięgnęli ostatnio kolarze.

Tyle prof. Frenkl. W Pekinie kontrola antydopingowa zostanie zaostrzona. Badana będzie pierwsza szóstka każdej konkurencji i ponadto wyrywkowo wylosowani zawodnicy. Przeprowadzonych zostanie 4500 kontroli antydopingowych, w tym 900 testów krwi i 400 na stosowanie hormonu wzrostu. Przy obsłudze zatrudnionych będzie 917 ekspertów, a próbki będą analizowane w 41 laboratoriach.

Stracili medale...

  • 1972 Monachium – przeprowadzono 2079 testów, zdyskwalifikowano 7 sportowców. Złoty medal na 400 m dow. stracił 16-letni pływak USA Rick Demont, u którego wykryto efedrynę.
  • 1976 Montreal – 786 testów, 11 pozytywnych. Cała seria dyskwalifikacji sztangistów za stosowanie sterydów anabolicznych. Złote medale stracili Polak Zbigniew Kaczmarek i Bułgar Walentin Christow.
  • 1980 Moskwa – 645 testów, ani jednej wpadki! Igrzyska musiały być czyste! Dopiero po 20 latach okazało się, że po prostu utajniono wyniki badań i niszczono pobrane do analizy próbki.
  • 1984 Los Angeles – 1507 testów, 12 pozytywnych. Srebrny medal w biegu na 10 km stracił Fin Matti Vaino.
  • 1988 Seul – 1598 testów, 10 pozytywnych. Sensacyjna dyskwalifikacja i eksmisja z wioski olimpijskiej zwycięzcy biegu na 100 m Kanadyjczyka Bena Johnsona. Dwa złote medale stracili bułgarscy sztangiści.
  • 1992 Barcelona – 1848 testów, 5 dyskwalifikacji.
  • 1996 Atlanta – 1932 testy i tylko 2 pozytywne.
  • 2000 Sydney – 2052 testy i 307 analiz krwi, 11 pozytywnych. Złote medale musieli oddać 17-letnia rumuńska gimnastyczka Andrea Raducanu, niemiecki zapaśnik Alexander Leopold i bułgarska sztangistka Izabela Dragneva.
  • 2004 Ateny – 3000 testów, 22 pozytywnych. Aż siedmiu zawodników straciło medale, w tym troje złote – Irina Korżanienko z Rosji za pchnięcie kulą oraz dwóch Węgrów: Adrian Annus za rzut młotem i Robert Fazehas za rzut dyskiem.

Tadeusz Olszański

Komentarze (1)
Wzmocnić, zrozumieć, pogłębić
 Oceń wpis
   

W Chinach wszystko jest największe. Więc nie ma się co dziwić, że to Chiny są także największym światowym producentem dzienników. Każdego dnia sprzedaje się tu 2.200 tytułów gazet codziennych (niestety, prawie wszystkie drukowane są po chińsku).

Nie zgadzam się z autorami Lonely Planet, którzy uważają, że większość z nich nie zawiera niczego wartego czytania. To prawda, że informacje dzielą się na dobre i bardzo dobre, ale czy może być inaczej, gdy wzorowo idą przygotowania do Igrzysk, chińscy sportowcy mają nadzieję na kolejny sukces, a boom gospodarczy zapewnia rządząca krajem KPCh?

Dzięki zdjęciom poznaję, że dziennikarze dużo piszą o olimpiadzie, a dzięki studentce Fang, która tłumaczy z chińskiego, wiem nawet, że piszą żarliwie. Olimpiada wszędzie jest na pierwszych stronach. To zrozumiałe, że w "Tygodniku Sportowym" wszystko jest o olimpiadzie, od pierwszej strony: "Sierpień nadchodzi. Wszystko gotowe do Igrzysk Olimpijskich". I cała strona o sukcesach.

W "Nowym Dzienniku Pekińskim" na wielkim zdjęciu spotkanie dwóch prezydentów - Chińskiego Komitetu Olimpijskiego i Międzynarodowego Komitetu Organizacyjnego, a tuż obok tytuł "Z biletem olimpijskim będziesz bardziej szczęśliwy". To o tych, którzy mieli szczęście kupić bilety na Igrzyska .

Jest też mały skandal międzynarodowy z udziałem Koreańskiej telewizji, która podstępnie wykradła kasetę wideo z przygotowań do Uroczystego Otwarcia Igrzysk i wyemitowała nagranie w kanale SKTV. Na szczęście Koreańczycy przeprosili za złamanie reguł.

Nawet przewodniczący Chin Hu Jintao z okazji otwarcia Igrzysk udzielił wywiadu zagranicznym dziennikarzom i "serdecznie zaznaczył fakt, iż Igrzyska Olimpijskie zorganizowane zostały w Chinach, w których mieszka 1/5 ludności całego świata, co odzwierciedla zaufanie świata do Chin". Stwierdził, że "Igrzyska Olimpijskie przyniosą radość wszystkim narodom świata", bo "trzeba wzmocnić zrozumienie i pogłębić przyjaźń między przyjaciółmi z całego świata".

Przewodniczący Hi Jintao wyjaśnił dziennikarzom, że slogan olimpijski "Jeden Świat. Jedno Marzenie" rozumie następująco: "Hasło to odzwierciedla naszą serdeczną nadzieję. To znaczy, naród chiński chce wraz z innymi narodami całego świata na bazie ducha olimpijskiego wzmocnić wymianę i współpracę, wspólnie stworzyć piękniejszą przyszłość Olimpiad i piękniejszą przyszłość ludzkości."

Wszystko, ale to wszystko wydaje się być zapięte na ostatni guzik. Samochody mniej smrodzą, komunikacja funkcjonuje lepiej, żywność jest smaczniejsza i zdrowsza niż przed Igrzyskami, więc zawodnicy w wiosce olimpijskiej nie muszą się niczego obawiać. Przez moment pomyślałem, że organizatorów może zaskoczyć pogoda, ale czytając informację agencji Xinhua zrozumiałem, że jestem w błędzie.

Chiński Urząd Meteorologiczny też jest gotowy do Igrzysk, zapewnił o tym Yu Xinwen, rzecznik urzędu. Dodał, że prognoza pogody opublikowana zostanie na 2-3 dni przed otwarciem Igrzysk. I tylko w Renmin Rimbao, organie Komunistycznej Partii Chin (sprzedaż 2,2 mln egz. codziennie), ważniejszą informacją od Igrzysk jest 81 rocznica powstania Ludowej Armii Chin. Tytuły mówią same za siebie: "Armia jest drugą Partią", "Fundament i kręgosłup" (na ten sam temat komentarz odredakcyjny), "Ślubują lojalność wobec komunizmu" (podpis pod zdjęciem), "Socjalizm kreuje karierę".

Ciekawą informację znalazłem w angielskojęzycznym "China News" z Europy, o której mało się tu pisze. Dziennikarze ChN zauważyli, że rozpoczęła się ogólnoświatowa kampania "Ręce precz od Chin". W centralnym Londynie 50 osób z Komunistycznej Partii Wielkiej Brytanii protestowało przeciwko kłamliwym informacjom dotyczącym Chin. "Kampania ta rzuca nowe światło na propagandę Zachodu przeciwko ChRL" - zauważa dziennik i daje do zrozumienia, że w ten sposób chce się popsuć wielki entuzjazm panujący w Pekinie.

Mam poczucie, że ten entuzjazm udziela się zwykłym ludziom. Nawet tym, którzy podobnie jak ja nie znają języka chińskiego. Przedwczoraj odwiedziłem Chińskie Radio Międzynarodowe (CRI) i w sekcji Polskiej rozmawiałem o moich pierwszych wrażeniach. Zawsze podejrzewałem, że mówię mętnie, jestem zbyt mało wylewny, za mało mówię konkretów. Jednak przeczytawszy na stronie CRI własne słowa, z początku się przestraszyłem, a potem zrozumiałem, że zmiana nastąpiła też i we mnie. Bardzo jestem wdzięczny redaktorom radiowym, że moja wizyta w Radiu urosła do rangi informacji, a mój bezbarwny, długi i nudny monolog potrafili streścić w tych dwóch żarliwych zdaniach: "Jestem pod wielkim wrażeniem stadionów olimpijskich, a Ptasie Gniazdo należy do stadionów, które wywarły na mnie niezapomniane wrażenie - powiedział 31 lipca Cezary Łazarewicz, korespondent olimpijski 'Polityki' w Pekinie". "Podziwiał (tzn. - ja!) m.in. rozwiniętą komunikację miejską i znakomitą znajomość języka angielskiego olimpijskich wolontariuszy. Wyraził także wiarę w sukces Igrzysk Olimpijskich w Pekinie".

Cezary Łazarewicz

Komentarze (2)
1 | 2 | 3 |
Najnowsze wpisy
2008-08-24 22:45 Grobowa cisza
2008-08-24 15:24 Olimpijski bilans
2008-08-22 17:30 Abstrakcja i rzeczywistość
2008-08-21 17:37 Za Wielkim Murem
2008-08-21 16:46 Czarna data
Najnowsze komentarze
2011-05-21 20:01
biznesforum24h:
Olimpijski bilans
Witam Z przyjemnością muszę stwierdzić ze informacje na Pańskim Blogu są jak najbardziej[...]
2011-03-21 20:39
aep:
Grobowa cisza
Tam gdzie w grę wchodzi duża kasa, krzyczą tylko fanatycy, reszta szuka możliwości zarabiania[...]
2010-01-12 22:48
http://wynikidot.pl:
Grobowa cisza
Jak widac chinczycy doskonale sie organizuja we wlasnym panstwie
2009-12-03 06:38
ugg sale :
Czarna data
UGG boots ,ugg discount ,ugg boots sale,ugg cardy ugg store ,ugg boots online,ugg[...]
2009-11-28 09:07
aion:
Grobowa cisza
www.aion4gold.com
Archiwum
Rok 2008