Czekanie na medal
 Oceń wpis
   

W dniu otwarcia igrzysk prezes PKO Piotr Nurowski powiedział, że dobrze byłoby zacząć od „mocnego uderzenia”, czyli efektownego zdobycia jakiegoś medalu. Tak właśnie stało się w 1996 roku w Atlancie. Nieznana szerzej Renata Mauer w pierwszym dniu olimpiady zdobyła złoty medal w strzelaniu z karabinka pneumatycznego. Zaraz potem nasi zapaśnicy zdobyli trzy złote medale w stylu klasycznym i na starcie igrzysk Polska objęła prowadzenie w medalowej klasyfikacji.

Łza się w oku kręci na wspomnienie tamtych sukcesów, gdyż po drugim dniu igrzysk w Pekinie mamy więcej powodów do zadumy nad kondycją naszego sportu, niż powodów do radości. Nasi olimpijczycy na razie nie wywalczyli żadnego medalu, a więc inauguracyjnego mocnego uderzenia już nie będzie. Na medale przyjdzie poczekać, bo piłkarzy ręcznych po efektownym zwycięstwie nad Chinami czekają następne mecze, a  gimnastyk Leszek Blanik, który po cudownym skoku zakwalifikował sie do finału, będzie walczył o medal dopiero 18 sierpnia. Dzielnie walczą też w swoich wyścigach wioślarze oraz, mimo słabych wiatrów, żeglarze. Ale to na razie wszystko.

Powodów do smutku jest znacznie więcej. Siatkarkom starczyło konceptu tylko na pierwszego seta w meczu z Kubankami. Szablistki ze łzami w oczach odpadały w turnieju indywidualnym. Najgorsze jednak, że naszym reprezentantom w pływaniu, z Otylią Jędrzejczak na czele, świat po prostu odpłynął w nieosiągalną dla nich obecnie dal nowych rekordów świata. Przy okazji kłaniam się nisko naszym (nie  tylko sportowym) władzom, które od sześciu lat, kiedy to polscy pływacy zaczęli osiągać światowe wyniki, nie były w stanie wybudować 50-metrowej krytej pływalni przy warszawskiej AWF. Tamtejszy 25-metrowy basenik był nowoczesny za czasów marszałka Piłsudskiego, którego imię nosi ta uczelnia.

Oczywiście igrzyska dopiero się rozpoczęły, wszystko ciągle przed nami. Miejmy nadzieję, że oczekiwaniu na medal towarzyszyć będzie narastająca złość u naszych olimpijczyków. Być może ona właśnie utoruje drogę do zwycięstw. Źle się jednak stanie, jeśli czekanie na medal wywoła nerwowość kierownictwa ekipy, włącznie z szefami PKOl. Wywieranie silnej presji będzie miało - przećwiczyliśmy to w Atenach - fatalny wpływ na atmosferę w zespole.

Aktualizacja z godz. 18.10 : Wreszcie ktoś zaczął od mocnego uderzenia. Siatkarze wygrali z Niemcami 3:0. Brawo!

 

Tadeusz Olszański

Komentarze (1)
Inauguracja oglądana z Ptasiego Gniazda
 Oceń wpis
   

Igrzyska rozpoczęte. Jest druga w nocy. Pekin nie śpi, bo właśnie spełnia się jego sen.

Po Wielkim Otwarciu wróciłem do hotelu. Gdyby był tu Tadeusz Olszański, mógłby porównać wszystkie ceremonie z ostatnich trzydziestu lat. Ja ograniczę się do stwierdzenia, że trudno będzie w Londynie przebić to, co pokazano w Pekinie. Te cuda techniki, latających na linkach ludzi, spacery po koronie stadionu i sztuczne ognie. Zresztą, na pewno lepiej to było widać w telewizji niż z loży prasowej, w której stałem.

Widziałem 2008 perkusistów, zanim jeszcze wprowadzili na scenę swoje bębny (starożytne, chińskie instrumenty wykonane z gliny i brązu). Wszyscy byli jak z matrycy. Jednakowego wzrostu i podobnej budowy.

Fot. Cezary Łazarewicz

Zaskoczyła mnie dbałość o szczegóły. Organizatorzy pomyśleli o wszystkim – nawet o tym, by chińska flaga po wciągnięciu na maszt łopotała na wietrze. Zapewniam, że pod koroną żadnego wiatru nie było. Duchota panowała taka, że pot lał się strumieniami.

Stan wyjątkowy w Pekinie trwał już od rana. Plac Tiananmen i jego okolice przypominały wojskową twierdzę, nie przepuszczano nawet pieszych. Efekt dla ulicznego ruchu był taki, jak by w Warszawie zamknąć jednocześnie Marszałkowską i Aleje Jerozolimskie. A mieszkańcy Pekinu tylko rozkładali ręce i mówili, że to zrozumiałe, bo jest olimpiada.

Ostatni autobus z hotelu odchodził do centrum prasowego na dwie i pół godziny przed rozpoczęciem ceremonii. Miejsca w Ptasim Gnieździe były mocno reglamentowane i nie wszyscy akredytowani dziennikarze dostali wejściówki. Stadion na 91 tysięcy miejsc był zapełniony po brzegi. Na każdego gościa czekała chorągiewka, znicz na baterie, latarka, bębenek i biało-czerwona chusteczka. Rekwizyty miały być użyte w odpowiednim momencie ceremonii. W którym? To dokładnie wiedzieli wolontariusze, przydzieleni do każdego rzędu, by robić klakę.

Przejście Polaków nie spowodowało ożywionej reakcji tłumów. To potwierdza moje obserwacje, że zupełnie jesteśmy tutaj nieznani. Nikt o nas nic nie wie i nie kojarzymy się z niczym. Bolanda, Polanda, Polonda – myli się Chińczykom nazwa naszego kraju. Pewna studentka przekonywała mnie, że Polska leży między Francją i Niemcami. To chyba nobilitacja...

Cezary Łazarewicz

 

Komentarze (8)
Chiny się uczą
 Oceń wpis
   

W godzinnym spektaklu ceremonii otwarcia igrzysk aż pięciokrotnie istotną rolę powierzono dzieciom.

To dzieci wniosły na stadion flagę Chin, którą następnie wciągnięto na maszt. Dziewczynka w czerwonej sukience zaśpiewała, a następnie pofrunęła w przestworza. Dziewczynka w białym stroju uczyła się gry na białym fortepianie. Później cała grupa kolorowo ubranych dzieciaków odegrała lekcję rysowania. Wreszcie, pod koniec spektaklu, estradę oświetliły zdjęcia dzieci z całego świata.

W żadnej z dotychczasowych ceremonii otwarcia nie zaakcentowano tak mocno roli dzieci. Odczytałem to przesłanie w ten sposób, że Chiny ciągle się uczą. I to mimo swojej liczącej 5 tysięcy lat cywilizacji, której dorobek zaprezentowali  w inaugurującym spektaklu.

Igrzyska się rozpoczęły i nigdy dotąd Chiny w takim stopniu nie otworzyły się na świat, ale też nigdy same się do niego tak mocno nie zbliżyły. A i świat, jak nigdy wcześniej, tłumnie przyjechał do Chin. Państwa sto lat temu półkolonialnego, a pół wieku temu o najtwardszej komunistycznej dyktaturze.

Myślę, że niezależnie od szeregu zastrzeżeń – żądań pełnego poszanowania praw człowieka oraz autonomii Tybetu - warto było powierzyć organizację olimpiady stolicy Chin. Bo ten kraj się zmienia.

Tadeusz Olszański

Komentarze (6)
Taśmowe powitania
 Oceń wpis
   

Z uroczystości podniesienia polskiej flagi w wiosce olimpijskiej wróciłem podniesiony. Bo zawsze to miło, gdy grają na obczyźnie Mazurka Dąbrowskiego i biało-czerwona wędruje na maszt. Być może to po raz ostatni na tych igrzyskach. Ta czarna myśl przeleciała mi przez głowę po wyjściu z briefingu Chińskiej Delegacji Sportowej. Pan Cui Dalin z całego serca zapewniał, że dla 639 chińskich olimpijczyków celem głównym jest „promowanie przyjaznych więzi między wszystkimi krajami i promowanie ducha olimpijskiego”. Zaraz też dodał, że na pierwsze dwa złote medale w strzelaniu i podnoszeniu ciężarów liczy już pierwszego dnia.

Pan Cui ujawnił ponadto kulisy tzw. "Projektu 119". Chodzi o sporty, w których Chińczycy nie odnosili dotąd znaczących sukcesów i zdobyli dotychczas tylko (!) 119 medali. Projekt zakłada, że już w Pekinie nastąpi zwiększenie produkcji medalowej na tym bezsukcesowym odcinku. Z ubolewaniem informuję, że chodzi o te dyscypliny, w których ostatnio odnosiliśmy jakieś sukcesy, a więc pływanie, żeglarstwo, wioślarstwo i kajakarstwo.
Jeśli nie w wioślarstwie i kajakarstwie, to gdzie mamy zdobywać medale? W tenisie stołowym?
O polskie medale będzie niezwykle trudno. Ciśnienie na mieście jest zbyt wysokie, by Chińczycy sobie cokolwiek odpuścili.

Wróćmy jednak do ceremonii podniesienia flagi. Gospodyni wioski Chen Zhili wita serdecznie gości w Domu Atletów. Za jej plecami jest wielki ekran. na którym każde słowo powitania wyświetlone jest w trzech językach: francuskim, angielskim i polskim.
Symbolem tego powitania jest ręcznie malowana patera, którą organizatorzy wręczyli Kajetanowi Broniewskiemu. Najpierw na maszt wędruje flaga olimpijska. Potem wszyscy stają znowu na baczność. Rozbrzmiewa Mazurek Dąbrowskiego. Polska flaga wędruje na szczyt. Kamera pokazuje w dużym zbliżeniu skupione twarze sportowców. Chór dziecięcy śpiewa falsecikiem: jesteśmy jedną rodziną, jesteśmy przyjaciółmi aż do końca.
Gospodarz uroczystości podchodzi do każdej delegacji. To czas na pamiątkowe zdjęcie. Wszystko trwa nie dłużej niż 30 minut. Na koniec panie sprzątaczki zbierają puste butelki i mokrą szmatą przecierają ławeczki.
Przyszedłem do wioski olimpijskiej za wcześnie. To popsuło moje wrażenia z powitania, bo przekonałem się, że to produkcja taśmowa. Gdyby pokazać w skrócie wszystkie wczorajsze ceremonie, obejrzelibyśmy następującą sekwencję: patera, hymn, flaga, falsecik, szmata. Powtórzoną 51 razy.

W podobny sposób chińska telewizja pokazywała wczoraj, jak prezydent Hu Jintao ściska się w Wielkiej Sali Ludu z prezydentami 11 państw, którzy już przybyli na igrzyska. W telewizyjnym przekazie wygląda to jak scena z kabaretu Jana Pietrzaka: klapa, rąsia, buźka, goździk. Do poniedziałku prezydent wyściska kolejnych 70 przywódców. W ramach parytetu równowagi ściskani będą i Putin, i Bush, i Łukaszenko, a kto wie czy nie sam Kim Dzong Il z Korei Północnej.
Żadna gazeta nie napisała tego wprost, ale między wierszami w prasowych informacji czuć pewną satysfakcję: patrzcie, mimo tylu zapowiedzi bojkotu igrzysk, nic z tego wam nie wyszło.
Z drugiej jednak strony, gdyby znaczący przywódcy wolnego świata przyjechali do Chin, to prezydent Hu nie musiałby ogłaszać, że wczorajszy obiad zjadł z prezydentem Kazachstanu Nursultanem Nazarbayevem. Na pewno wolałby, żeby w świat poszła wiadomość, że jadł z kanclerz Niemiec.

Cezary Łazarewicz

Komentarze (0)
Czego nie widać
 Oceń wpis
   

Na piątkową, godzinną uroczystość otwarcia igrzysk, od trzech i pół roku pracowało kilkadziesiąt, a być może nawet kilkaset tysięcy ludzi. Nie będzie ich w telewizji.

W marcu 2005 roku Pekiński Komitet Organizacyjny ogłosił konkurs na przygotowanie programu otwarcia i zamknięcia igrzysk. Z 409 nadesłanych z całego świata prac 13 trafiło na krótką listę, tzn. ich autorom dano szansę zaprezentowania pomysłu osobiście.
Druga runda prezentacji, do której weszło tylko pięć najwybitniejszych zespołów, odbyła się w styczniu 2006 roku, a więc na dwa i pół roku przed olimpiadą. W rezultacie z pięciu zespołów stworzono jeden.
Pod koniec marca 2006 zaczęły się pracę kreatywne. Potem eksperci sporządzili studium wykonalności i połączyli w jeden projekt pracę zespołu świetlnego, dźwiękowego, fajerwerkowego, choreograficznego i innych. Dopasowali to wszystko do zaprojektowanej konstrukcji stadionu narodowego. We wszystkich prowincjach Chin rozpoczęły się poszukiwania profesjonalnych artystów, aktorów, uczniów, studentów itp.
Pierwsze próby rozpoczęły się rok temu. A że stadion jeszcze nie był gotowy, główną scenę, imitującą Ptasie Gniazdo, zbudowano w dzielnicy Daxing. Zanim powstała, poszczególne zespoły ćwiczyły w 14 innych, rozrzuconych po całym Pekinie miejscach. Dopiero w połowie czerwca artyści przenieśli się do Ptasiego Gniazda, gdzie próby odbywały się dzień w dzień. Oglądając w piątek 15 tysięcy osób, które będą chodzić jak po sznurku, warto mieć świadomość kilku lat pracy, włożonej w każdy najdrobniejszy szczegół i gest.

Ceremonia otwarcia okryta jest wielką tajemnicą. Jej dyrektor, Zhang Heping, zapowiedział w środę, że przedstawienie będzie pokazywało wielkość Chin – tych starożytnych i tych współczesnych. Ich aspiracje i atuty.

Sukces jest murowany. Na Placu Tianenmen widziałem już skrzynie z fajerwerkami, które zostaną odpalone zaraz po tym, jak prezydent Chin Hu Jintao powie, że XXIX Igrzyska Olimpijskie uważa za otwarte. Fajerwerki rozjaśnią linię horyzontu Pekinu, by każdy Chińczyk mógł doświadczyć radości płynącej z Olimpiady.

Czy coś może popsuć tę od lat przygotowywaną uroczystość? Dyrektor Zhang Heping stwierdził, że organizatorzy przygotowani są na każdą ewentualność. Jeśli spadnie deszcz, są w stanie błyskawicznie wprowadzić plan awaryjny, i nawet podczas trwania uroczystości modyfikować program. Wszystko jednak wskazuje na to, że to deszcz jest największym zmartwieniem organizatorów. Gorsi od deszczu są ci, którzy próbują w Chinach wywoływać burzę. Tacy, jak czworo przybyszów z Anglii i USA, których aresztowano, gdy na jednym z pekińskich mostów próbowali powiesić transparent w obronie Tybetu.

 

Jak mówią organizatorzy, wszyscy powinni szanować miejscowe prawa i nie łamać ducha olimpizmu. I jest dla nich oczywiste, że kto "łamie ducha igrzysk", może być aresztowany. Dyrektor Zhank zapewnia, że nikt nie jest w stanie pokrzyżować planów komitetu organizacyjnego. Ceremonia otwarcia ma być największa, najokazalsza, niezapomniana. I nic tego nie zmieni.
 - Bóg nam pomoże – mówi Zhank.
I tylko szkoda, że towarzysz Mao tego nie doczekał.
 

Cezary Łazarewicz

Komentarze (2)
Granice możliwości
 Oceń wpis
   

Czy w Pekinie ustanowione zostaną nowe rekordy świata?

Przed każdymi igrzyskami stawia się to pytanie, choć wyniki osiągane w lekkiej atletyce, pływaniu czy podnoszeniu ciężarów już dawno przekroczyły granice ludzkich możliwości. A jednak ciągle są one przesuwane, ciągle padają kolejne rekordy. I to jeszcze nim zapłonie znicz olimpijski, w toku startów przed rozpoczęciem igrzysk.


Kilka tygodni temu 22-letni Usain Bolt z Jamajki przebiegł 100 m w 9,72 sekundy. Poprawił niebotyczny rekord świata swego rodaka Asafy Powella o 0,02 (słownie dwie setne) sekundy. To mniej niż drgnienie powiek, ale przecież od mierzenia takich różnic mamy elektroniczne instrumenty pomiaru czasu. Powell stracił rekord, wydawałoby się, nie do poprawienia i zapowiada rewanż w Pekinie. „To ja zdobędę złoty medal, a nie Bolt” - mówi dobitnie w każdym wywiadzie. Jest nie tylko w doskonałej formie, ale liczy również na specjalnie przygotowane dla niego cudowne buty. Firma Nike przygotowała nowy model kolców dla sprinterów z cienkiej jak pergamin tkaniny syntetycznej o grubości dwóch mikronów, które ważą 186 gramów, a więc są lżejsze o jedną czwartą od stosowanych dziś butów dla sprinterów. Ba, japońska firma Asics uzbroiła swego sprintera Mimure Hitasi (też biega setkę poniżej 10 sekund) w nowy model kolców z tkaniny wytwarzanej syntetycznie z łusek ryżowych, które są jeszcze lżejsze i ważą tylko 110 gram!


W pływaniu technologia sprzętu ma jeszcze większe znaczenie niż w lekkiej atletyce. Miesiąc temu na mistrzostwach USA pływacy amerykańscy poprawili aż 6 rekordów świata. Wszyscy pływali w nowych kostiumach, a właściwie kombinezonach firmy Speedo, które ściśle  pokrywają ciało od kostek po szyję. Nowość tego stroju o kryptonimie LZR polega na elastycznej tkaninie o splocie na wzór skóry rekina. Kombinezony te nie są szyte, lecz spajane laserowo, bo szwy przecież wzmagają opór wody. O te setne sekundy. Jedynym problemem jest naciągnięcie na siebie tej rekiniej skóry, co trwa nawet kwadrans!

Niedwuznacznie z tego wynika, że granice ludzkich możliwości w sporcie są ostatnio przesuwane nie tyle dzięki większej wydolności organizmu, ale w dużej mierze przez technologiczne doskonalenie strojów i sprzętu, którym się daną dziedzinę uprawia. Jeśli więc o Pekin idzie, pytanie powinno brzmieć inaczej: na ile technologia pomoże olimpijczykom poprawiać rekordy wbrew naturalnym przeszkodom, jakim niewątpliwie jest zanieczyszczenie powietrza, czyli ten słynny smog, który zmniejsza wydolność płuc, a tym samym szybkość i wytrzymałość człowieka?

Tadeusz Olszański

Komentarze (1)
Do ostatniej chwili...
 Oceń wpis
   

Nasz najlepszy skoczek o tyczce Przemysław Czerwiński w ostatniej chwili zakwalifikował się do ekipy olimpijskiej. 31 lipca skoczył wreszcie 5.70, spełnił zatem wymóg i wystartuje w Pekinie. Start daje szansę na medal, choć uzyskany wynik tego nie zapewnia. Ale Czerwiński rok temu skakał już 5.80, gdy jego karierę przerwało złamanie ręki, wielotygodniowy gips, długa rehabilitacja. Podobnie było w 1964 r. z naszym pięściarzem Józefem Grudniem, który na pół roku przed olimpiadą w Tokio miał zgruchotaną dłoń, długo leczył uraz, w ostatniej chwili wywalczył miejsce w kadrze i w końcu zdobył złoty medal w wadze lekkiej.

Nieco inne, choć w gruncie rzeczy podobne były losy florecisty Jarosława Rodzewicza, którego dosłownie na gwałt ściągano w 1996 r. do Atlanty. Zakwalifikował się bowiem jako rezerwowy do drużyny florecistów. Do Atlanty z ekipą nie poleciał, bo nie było wtedy na to pieniędzy. Gdy w turnieju indywidualnym jeden z trzech florecistów, którzy stanowili drużynę, Piotr Kiełpikowski skręcił nogę w kolanie i jasne się stało, że zespół został zdekompletowany, błyskawicznie ściągnięto Rodzewicza. Po całonocnym locie, niewyspany, bez żadnej aklimatyzacji stanął na planszy, bił się znakomicie i walnie przyczynił się do wywalczenia srebrnego medalu przez naszą drużynę.

Spotkałem się z opinią, że zwlekanie z kompletowaniem ekipy olimpijskiej do ostatniej chwili i zabieranie patałachów, którzy mają problemy z wypełnieniem minimum, mija się po prostu z celem. Jestem innego zdania. W sporcie zdarza się bowiem, że ostatni wbrew hierarchii potrafią być pierwszymi. Nawet na igrzyskach. I na tym polega cały urok.

Tadeusz Olszański

Komentarze (0)
Kulturalne zderzenie
 Oceń wpis
   

Pekińską odmianą polskiej gry w trzy karty jest pokaz parzenia herbaty. Z tą różnicą, że z gry można się wycofać w każdej chwili, a z parzenia herbaty nie.

Jeśli ktoś w drodze do Zakazanego Miasta zaproponuje ci miłą herbatkę, lepiej już iść do Mauzoleum Przewodniczącego Mao, po drugiej stronie placu Tiananmen.

Wiedziałem o tym przed wyjazdem. Ostrzegał mnie Janusz Tatera, polski attache olimpijski. Zwykle jest tak samo. Po przekroczeniu Bramy Tiananmen, idąc w kierunku Zakazanego Miasta, natkniemy się na bardzo miłą studentkę, która właśnie ćwiczy swój angielski. W ramach konwersacji z obcokrajowcem chce pogłębić swoją wiedzę na temat czasowników nieregularnych. To jest moment, gdy niepostrzeżenie zostaje nam zarzucona na szyję pętla. Będzie się ona potem stopniowo zaciskać po wejściu do herbaciarni, gdzie nieświadomy turysta prowadzony jest na szafot, czyli do pokoju parzenia. Egzekucja, przy miłej rozmowie i uśmiechach, trwać może nawet kilka godzin. Zaciśnięcie sznura następuje zupełnie niespodziewanie, gdy kelner przynosi rachunek. Czasem na 200, czasem na 1.700 dolarów.

Wiedząc o tym, dość sprawnie wykręciłem się od kilku wizyt. Bez straty yuana dotarłem przed bramę Zakazanego Miasta. I tu chyba trochę zawiodła mnie czujność. Podeszła Pani Li. Nawet gdyby to było prawdziwe nazwisko, to i tak nie do znalezienia wśród 90 mln innych osób noszących w Chinach to samo nazwisko. Bo Li jest jak nasz Kowalski.

Pani Li nie była studentką. Byłą pielęgniarką, która po pracy spaceruje po Hutongu, starych i krętych uliczkach Pekinu. Nie wiedziałem, że tam też są herbaciarnie.

W herbaciarni jest przemiło. Wygląda jak osiedlowy zakład fryzjerski, gdzie w osobnych, małych, ale przytulnych pokoikach goli się klientów. Mnie też prowadzą do takiego. Z głośnika dobywa się nastrojowa muzyka. Jest przyciemniane światło. Kucasz na macie, a mistrzyni ceremonii długo i pieczołowicie przygotowuje kolejne rodzaje herbat. Zielone, owocowe, o zapachu jaśminu, wiosny czy lata. Przelewa z filiżanki do filiżanki. Miesza. Spogląda na herbatę pod światło. Gdyby nie kartka wisząca na wysokości wzroku każdej ofiary, można by było zapomnieć o całym świecie. Bo nie można się całkowicie zrelaksować, gdy przed oczami masz napis: u nas za wszystko zapłacisz kartą kredytową Mastercard.

Uważam, że podpatrywanie obcej kultury jest warte każdych pieniędzy. Bo skąd bym wiedział, że herbatę w Chinach pije się w białych naparstkach. A po wypiciu jeszcze ciepłą porcelanę filiżanki przykłada się do skroni. Skąd bym wiedział, że trwa to tak długo?

Więc sto dolarów za kilka łyków herbaty to wcale nie jest taka wygórowana cena. Co prawda jest to jakieś sto razy więcej niż w ulicznym barze, ale tam ciężko chłonąć tę tradycyjną kulturę i gościnność chińską.

Cezary Łazarewicz

Komentarze (6)
Beczka prochu
 Oceń wpis
   

Ilu olimpijczyków zostanie w Pekinie przyłapanych na dopingu? A komu to ujdzie bezkarnie?
Na pierwsze pytanie otrzymamy odpowiedź w toku igrzysk. Na drugie być może nigdy! Wybitny ekspert i rzecznik zwalczania dopingu profesor Akademii Sportu w Budapeszcie Robert Frenkl w Węgierskiej TV zapowiedział, że w Pekinie doping eksploduje niczym beczka prochu. Jego wypowiedź natychmiast opublikował najpoczytniejszy dziennik „Nepszabadsag” , a w ślad za nim zagraniczna prasa.

Prof. Frenkl zwrócił uwagę, że niezależnie od coraz intensywniejszej walki z dopingiem i przeprowadzaniem przez Światową Agencję Zwalczania Dopingu ( WADA ) już tysięcy testów w ciągu całego roku, z olimpiady na olimpiadę rośnie ilość wykrywanych pozytywnych prób, a tym samym wpadek dopingowych (patrz zestawienie). A zatem doping ciągle kusi. WADA i krajowe agencje przeprowadzają testy nie tylko na zawodach, ale równi`eż metodą zaskoczenia na zgrupowaniach treningowych. Rzecz w tym, że ilość przeprowadzanych testów wcale nie wstrzymuje stosowania środków dopingujących. Prymitywne już EPO i inne testosterony zastępują nowe, bardziej wyrafinowane środki farmakologiczne i co nowe – preparaty oczyszczające organizm po stosowaniu dopingu. Negatywny wynik testu wcale nie musi więc świadczyć o tym, że zawodnik nie stosował środków dopingujących, lecz po prostu o tym, iż został z nich chemicznie wyczyszczony.

Jeszcze a Atenach – przypomina prof. Frenkl – zawodnicy, w tym dwóch węgierskich złotych medalistów – próbowało oszukać kontrolę antydopingową stosując prymitywną metodę podmiany oddawanego do analizy moczu. Stosowali do tego celu woreczki z obcym materiałem, sztuczne penisy itp. Te fizyczne metody – tak je nazwał prof. Frenkl – dziś zastępuje odpowiednio wcześniej zastosowane wypłukanie organizmu, a więc chemia. W dodatku do użytku weszły ostatnio medykamenty wzmagające wydolność, a nie znajdujące się na liście zabronionych środków, jak choćby viagra, po którą sięgnęli ostatnio kolarze.

Tyle prof. Frenkl. W Pekinie kontrola antydopingowa zostanie zaostrzona. Badana będzie pierwsza szóstka każdej konkurencji i ponadto wyrywkowo wylosowani zawodnicy. Przeprowadzonych zostanie 4500 kontroli antydopingowych, w tym 900 testów krwi i 400 na stosowanie hormonu wzrostu. Przy obsłudze zatrudnionych będzie 917 ekspertów, a próbki będą analizowane w 41 laboratoriach.

Stracili medale...

  • 1972 Monachium – przeprowadzono 2079 testów, zdyskwalifikowano 7 sportowców. Złoty medal na 400 m dow. stracił 16-letni pływak USA Rick Demont, u którego wykryto efedrynę.
  • 1976 Montreal – 786 testów, 11 pozytywnych. Cała seria dyskwalifikacji sztangistów za stosowanie sterydów anabolicznych. Złote medale stracili Polak Zbigniew Kaczmarek i Bułgar Walentin Christow.
  • 1980 Moskwa – 645 testów, ani jednej wpadki! Igrzyska musiały być czyste! Dopiero po 20 latach okazało się, że po prostu utajniono wyniki badań i niszczono pobrane do analizy próbki.
  • 1984 Los Angeles – 1507 testów, 12 pozytywnych. Srebrny medal w biegu na 10 km stracił Fin Matti Vaino.
  • 1988 Seul – 1598 testów, 10 pozytywnych. Sensacyjna dyskwalifikacja i eksmisja z wioski olimpijskiej zwycięzcy biegu na 100 m Kanadyjczyka Bena Johnsona. Dwa złote medale stracili bułgarscy sztangiści.
  • 1992 Barcelona – 1848 testów, 5 dyskwalifikacji.
  • 1996 Atlanta – 1932 testy i tylko 2 pozytywne.
  • 2000 Sydney – 2052 testy i 307 analiz krwi, 11 pozytywnych. Złote medale musieli oddać 17-letnia rumuńska gimnastyczka Andrea Raducanu, niemiecki zapaśnik Alexander Leopold i bułgarska sztangistka Izabela Dragneva.
  • 2004 Ateny – 3000 testów, 22 pozytywnych. Aż siedmiu zawodników straciło medale, w tym troje złote – Irina Korżanienko z Rosji za pchnięcie kulą oraz dwóch Węgrów: Adrian Annus za rzut młotem i Robert Fazehas za rzut dyskiem.

Tadeusz Olszański

Komentarze (1)
Pod Ptasim Gniazdem leje się pot
 Oceń wpis
   

Bardzo mi żal tych wszystkich ludzi, którzy godzinami muszą biegać po gorącej płycie boiska Ptasiego Gniazda. Upał 40 stopni. Po wyjściu z klimatyzowanego hotelu, tak jak w saunie, bucha w twarz gorące powietrze. A oni stoją w pełnym słońcu, biegają, skaczą i krzyczą na całe gardła. Pod Ptasim Gniazdem leje się pot. Wszystko po to, by za pięć dni rzucić świat na kolana.

Przed Ptasim Gniazdem. Fot. Cezary Łazarewicz

Yin Xianfeng, szef redakcji polskiej Chińskiego Radia Międzynarodowego, powiedział mi, że pozostała już tylko do spełnienia ostatnia obietnica dana przez Chińczyków światu. Obietnicą tą jest otwarcie Igrzysk, którego będzie największe i najpiękniejsze ze wszystkich dotychczasowych. By świat pamiętał Pekin przez długie lata.

Yin Xianfeng, szef redakcji polskiej Chińskiego Radia Międzynarodowego. Fot. Cezary Łazarewicz

Efekt świeżości i zaskoczenia popsuli Koreańczycy, gdy wyemitowali nagranie wideo z przygotowań. Incydent urósł do rangi głównej informacji. Wywołał oburzenie. Bo przecież 50 minutowa ceremonia otwarcia jest najściślej chronioną informacją. Akredytowani fotografowie nie mogą robić żadnych zdjęć pod karą utraty akredytacji. Więcej, w biurze prasowym już ogłoszono, że nawet w trakcie jej oficjalnego trwania nie będzie można wnieść na stadion ani kamery, ani aparatu, ani nawet telefonu, którym będzie można zrobić zdjęcie. Ceremonia otwarcia będzie ściśle reglamentowana i nawet wszyscy akredytowani dziennikarze nie będą mogli tam wejść.

Wczoraj byłem po raz pierwszy zobaczyć z bliska Ptasie Gniazdo. Robi wrażenie. To tak, jakby między Wilanowem a Konstancinem wybudować kilka stadionów, hal, pływalnię, hotele i centra prasowe; łąki pokryć granitem, stalą i szkłem. I otoczyć to wszystko wieżowcami, luksusowymi hotelami i czteropasmowymi obwodnicami.

Na teren olimpijski wejść już mogą tylko wolontariusze, zawodnicy i akredytowani dziennikarze. A brama stadionu przypomina warowną twierdzę, sprzed której żołnierze i ochroniarze przepędzają zbyt wścibskich. To jest ta chwila, gdy chińska tajemnica na moment wymknęła się spod kontroli.

Wolontariusze - zawsze pomocni. Fot. Cezary Łazarewicz

Widziałem setki spoconych ludzi wypruwających sobie żyły na płycie boiska. Wolontariusze mówią, że zaszczyt ten spotkał tylko najlepszych.

Cezary Łazarewicz

Komentarze (0)
1 | 2 | 3 | 4 |
Najnowsze wpisy
2008-08-24 22:45 Grobowa cisza
2008-08-24 15:24 Olimpijski bilans
2008-08-22 17:30 Abstrakcja i rzeczywistość
2008-08-21 17:37 Za Wielkim Murem
2008-08-21 16:46 Czarna data
Najnowsze komentarze
2011-05-21 20:01
biznesforum24h:
Olimpijski bilans
Witam Z przyjemnością muszę stwierdzić ze informacje na Pańskim Blogu są jak najbardziej[...]
2011-03-21 20:39
aep:
Grobowa cisza
Tam gdzie w grę wchodzi duża kasa, krzyczą tylko fanatycy, reszta szuka możliwości zarabiania[...]
2010-01-12 22:48
http://wynikidot.pl:
Grobowa cisza
Jak widac chinczycy doskonale sie organizuja we wlasnym panstwie
2009-12-03 06:38
ugg sale :
Czarna data
UGG boots ,ugg discount ,ugg boots sale,ugg cardy ugg store ,ugg boots online,ugg[...]
2009-11-28 09:07
aion:
Grobowa cisza
www.aion4gold.com
Archiwum
Rok 2008