Chińczyk mistrzem szabli! Jak to możliwe?
 Oceń wpis
   

Węgrzy, Włosi, Francuzi, Polacy i Rosjanie łapią się za głowę! Przecież to oni od zarania nowoczesnych olimpiad wygrywali zawody w szabli. Indywidualnie i drużynowo.

- To niemożliwe! - mówi wielokrotny medalista olimpijski w szabli inż. arch. Wojciech Zabłocki, kiedy dzwonię do niego i komunikuję, że 25-letni reprezentant Chin Zhong Man pokonał wszystkie europejskie sławy i zdobył złoty medal olimpijski. Po chwili jednak dodaje: - No tak, stało się. Chińczycy są wszechstronnie utalentowani, mają predyspozycje w sportach zręcznościowych, do których należy szermierka. Mają też bogatą tradycję sztuk walki, tyle, że dotąd nie dotyczyło to szermierki na szable. Nie umiem sobie wyobrazić, jak udało im się dokonać takiego postępu!

Otóż w prosty sposób. Cztery lata temu Chińczycy zaangażowali wybitnego francuskiego fechtmistrza Christiana Bauera, który wychował wielu mistrzów świata, nie tylko w swojej ojczyźnie, ale również we Włoszech.

- Dla Francuza życie w Chinach, zwłaszcza w zamkniętym ośrodku treningowym nie jest szczególną atrakcją - mówił Bauer jeszcze przed igrzyskami – ale takich warunków pracy nigdzie by mi nie zapewniono. Jako główny trener szabli miałem do dyspozycji cały sztab współpracowników. Poczynając od tłumaczy, zespół odnowy, trenerów-asystentów  poszczególnych specjalności (ogólnego rozwoju lub pracy nóg), a skończywszy na psychologach i lekarzach. Wszystkie polecenia były natychmiast realizowane. Każdy sprzęt – natychmiast dostarczany. No i zarobki. Gdzie w Europie fechtmistrz dostanie 100 tysięcy euro rocznie, plus ewentualne premie po igrzyskach! Przy jednoczesnym pełnym i znakomitym utrzymaniu. A najważniejsza jest niezwykle utalentowana ruchowo, sprawna fizycznie i liczna kadra. Z tak wielką wewnętrzną dyscypliną, jaką charakteryzują się chińscy sportowcy, jeszcze się w swojej karierze nie spotkałem. Traktowali mnie jak Boga! I musiałem im stale powtarzać, by patrzyli mi w oczy, kiedy zwracam im uwagę. W przeciwnym razie stali z opuszczonymi głowami w akcie głębokiej skruchy.

Bauer zrobił swoje. Kierowani przez niego szabliści i szablistki z Chin wywalczyli prawo startu w turnieju drużynowym i tym samym w indywidualnym. A to w sumie oznaczało osiem medalowych szans. I jedna już została wykorzystana w stopniu maksymalnym – Chiny zdobyły złoto.
Ciekawe, w ilu jeszcze konkurencjach Chińczycy zaskoczą sportowy świat swoimi sukcesami?

Tadeusz Olszański

Komentarze (5)
Jedną bramką...
 Oceń wpis
   

W piłkę ręczną gra się dwa razy po 30 minut. Bramki padają prawie co minutę. Przegrać 29:30 (a więc jednym celnym rzutem), to nie wstyd, choć przecież boli. I to bardzo! Hiszpanie, którzy byli już mistrzami świata, w meczu z Polską objęli prowadzenie. Potem jednak tempo gry dyktowali nasi i prowadzili nawet czterema bramkami. Finisz jednak należał do Hiszpanów, i to oni strzelili o jedną bramkę więcej. Daleki jestem od rozrywania szat. Nasi grali świetnie. Przegrali, bo taki jest sport. Nadal jednak mają realne szanse na medal. Może również jedną, dramatyczną bramką, ale tym razem na naszą korzyść.

Trudniej mi zrozumieć nasze siatkarki, które efektownie wygrywają pierwszego seta ze znakomitymi Kubankami czy Chinkami, a potem gładko przegrywają kolejne trzy sety i schodzą z parkietu pokonane. Wydawałoby się, że znalazły sposób na przeciwniczki, ale w końcu okazuje się coś całkiem odwrotnego. Tamte dziewczyny mają po prostu mocniejszą psychikę. Chyba to jest przyczyną, dla której również w innych dyscyplinach nie wiedzie się nam w Pekinie, i po czterech dniach igrzysk jesteśmy bez medalu.

A swoją drogą, o medale będzie trudniej niż na poprzedniej olimpiadzie w Atenach. Wzrosła bowiem konkurencja. Po rozegraniu 40 z 302 konkurencji w podziale 120 medali partycypowało bowiem aż 40 państw, a więc jedna piąta uczestników. Prowadzą Chiny, bo zdobyły 10 złotych medali plus po 3 srebrne i brązowe. Razem 16. USA zdobyło wprawdzie więcej, bo aż 20 medali, ale tylko 6 złotych, a one decydują o kolejności. Sensacją jest szesnaste miejsce Rosji, której reprezentanci nie zdobyli dotąd ani jednego złotego medalu a tylko 4 srebrne i 3 brązowe. Niezwykłe jest też to, że w czterdziestce zdobywców medali jest aż 13 państw azjatyckich! I to nie tylko Japonia oraz obie Koree, które zawsze liczyły się w olimpijskiej rywalizacji, ale również Azerbejdżan, Indie, Indonezja, Tadżykistan, Tajlandia, Tajwan, Turcja, Uzbekistan czy Wietnam. Niewątpliwie ma to związek z tym, że igrzyska w Pekinie wpłynęły na obudzenie się sportu w całej Azji.

Tadeusz Olszański

Komentarze (0)
Nie dla kobiet!
 Oceń wpis
   

Ciągle nie mogę pogodzić się z podnoszeniem ciężarów przez kobiety. To nie jest sport, który harmonijnie rozwijałby kobiece kształty i służył pięknej sylwetce. Wręcz przeciwnie, deformuje. Dopuszczenie pań do tej konkurencji uważam za poważny błąd, decyzję sprzeczną z duchem olimpizmu, który ma rozwijać piękno.


Oglądanie rywalizacji w tej konkurencji narusza moje poczucie estetyki i budzi lęk. Ważąca niespełna 58 kg Alexandra Escobar z Ekwadoru usiłując podrzucić ważącą 127 kg sztangę, zwijała się z bólu i w końcu padła pod jej ciężarem. Było to niebezpieczne, kręgi mogły nie wytrzymać. Czekają nas jeszcze zmagania w wyższych kategoriach wagowych z udziałem zawodniczek o sylwetkach zdeformowanych na skutek siłowego treningu. Chcę z całą mocą wyrazić swoje zdanie: to sport nie dla kobiet!


Inicjator wznowienia igrzysk olimpijskich, baron Pierre de Coubertin zapewne przewracał się w grobie, kiedy MKOl podjął decyzję o włączeniu podnoszenia ciężarów przez kobiety do programu igrzysk. Baron Coubertin w ogóle był przeciwnikiem udziału kobiet w igrzyskach, co nawet w jego czasach (początki emancypacji) było niewątpliwie przesadą. W 1896 r. w Atenach w ogóle nie było konkurencji dla kobiet i dopiero cztery lata później, w Paryżu, wywalczyły sobie one prawo udziału w turnieju tenisowym. W lekkiej atletyce wystartowały dopiero w 1928 roku w Amsterdamie, i to zaledwie w czterech konkurencjach (bieg na 100 m i sztafeta 4x100 m, skok wzwyż i rzut dyskiem). Po raz pierwszy do zmagania się pań ze sztangą doszło w 2000 roku w Sydney.


Dziś na 28 dyscyplin sportowych wchodzących w skład programu igrzysk w Pekinie kobiety mogą walczyć o medale aż w 27. Wyjątkiem jest – moim zdaniem słusznie - boks. Równouprawnienie w sporcie jest niemal stuprocentowe. O jedną wszakże dziedzinę - właśnie podnoszenie ciężarów - za duże. Bo w żadnym wypadku w tym sporcie panie nie prezentują wrodzonego wdzięku i piękna, którym zachwycają w gimnastyce, skokach do wody, grach sportowych i wszystkich pozostałych dziedzinach.

Tadeusz  Olszański

Komentarze (15)
Czekanie na medal
 Oceń wpis
   

W dniu otwarcia igrzysk prezes PKO Piotr Nurowski powiedział, że dobrze byłoby zacząć od „mocnego uderzenia”, czyli efektownego zdobycia jakiegoś medalu. Tak właśnie stało się w 1996 roku w Atlancie. Nieznana szerzej Renata Mauer w pierwszym dniu olimpiady zdobyła złoty medal w strzelaniu z karabinka pneumatycznego. Zaraz potem nasi zapaśnicy zdobyli trzy złote medale w stylu klasycznym i na starcie igrzysk Polska objęła prowadzenie w medalowej klasyfikacji.

Łza się w oku kręci na wspomnienie tamtych sukcesów, gdyż po drugim dniu igrzysk w Pekinie mamy więcej powodów do zadumy nad kondycją naszego sportu, niż powodów do radości. Nasi olimpijczycy na razie nie wywalczyli żadnego medalu, a więc inauguracyjnego mocnego uderzenia już nie będzie. Na medale przyjdzie poczekać, bo piłkarzy ręcznych po efektownym zwycięstwie nad Chinami czekają następne mecze, a  gimnastyk Leszek Blanik, który po cudownym skoku zakwalifikował sie do finału, będzie walczył o medal dopiero 18 sierpnia. Dzielnie walczą też w swoich wyścigach wioślarze oraz, mimo słabych wiatrów, żeglarze. Ale to na razie wszystko.

Powodów do smutku jest znacznie więcej. Siatkarkom starczyło konceptu tylko na pierwszego seta w meczu z Kubankami. Szablistki ze łzami w oczach odpadały w turnieju indywidualnym. Najgorsze jednak, że naszym reprezentantom w pływaniu, z Otylią Jędrzejczak na czele, świat po prostu odpłynął w nieosiągalną dla nich obecnie dal nowych rekordów świata. Przy okazji kłaniam się nisko naszym (nie  tylko sportowym) władzom, które od sześciu lat, kiedy to polscy pływacy zaczęli osiągać światowe wyniki, nie były w stanie wybudować 50-metrowej krytej pływalni przy warszawskiej AWF. Tamtejszy 25-metrowy basenik był nowoczesny za czasów marszałka Piłsudskiego, którego imię nosi ta uczelnia.

Oczywiście igrzyska dopiero się rozpoczęły, wszystko ciągle przed nami. Miejmy nadzieję, że oczekiwaniu na medal towarzyszyć będzie narastająca złość u naszych olimpijczyków. Być może ona właśnie utoruje drogę do zwycięstw. Źle się jednak stanie, jeśli czekanie na medal wywoła nerwowość kierownictwa ekipy, włącznie z szefami PKOl. Wywieranie silnej presji będzie miało - przećwiczyliśmy to w Atenach - fatalny wpływ na atmosferę w zespole.

Aktualizacja z godz. 18.10 : Wreszcie ktoś zaczął od mocnego uderzenia. Siatkarze wygrali z Niemcami 3:0. Brawo!

 

Tadeusz Olszański

Komentarze (1)
Chiny się uczą
 Oceń wpis
   

W godzinnym spektaklu ceremonii otwarcia igrzysk aż pięciokrotnie istotną rolę powierzono dzieciom.

To dzieci wniosły na stadion flagę Chin, którą następnie wciągnięto na maszt. Dziewczynka w czerwonej sukience zaśpiewała, a następnie pofrunęła w przestworza. Dziewczynka w białym stroju uczyła się gry na białym fortepianie. Później cała grupa kolorowo ubranych dzieciaków odegrała lekcję rysowania. Wreszcie, pod koniec spektaklu, estradę oświetliły zdjęcia dzieci z całego świata.

W żadnej z dotychczasowych ceremonii otwarcia nie zaakcentowano tak mocno roli dzieci. Odczytałem to przesłanie w ten sposób, że Chiny ciągle się uczą. I to mimo swojej liczącej 5 tysięcy lat cywilizacji, której dorobek zaprezentowali  w inaugurującym spektaklu.

Igrzyska się rozpoczęły i nigdy dotąd Chiny w takim stopniu nie otworzyły się na świat, ale też nigdy same się do niego tak mocno nie zbliżyły. A i świat, jak nigdy wcześniej, tłumnie przyjechał do Chin. Państwa sto lat temu półkolonialnego, a pół wieku temu o najtwardszej komunistycznej dyktaturze.

Myślę, że niezależnie od szeregu zastrzeżeń – żądań pełnego poszanowania praw człowieka oraz autonomii Tybetu - warto było powierzyć organizację olimpiady stolicy Chin. Bo ten kraj się zmienia.

Tadeusz Olszański

Komentarze (6)
Granice możliwości
 Oceń wpis
   

Czy w Pekinie ustanowione zostaną nowe rekordy świata?

Przed każdymi igrzyskami stawia się to pytanie, choć wyniki osiągane w lekkiej atletyce, pływaniu czy podnoszeniu ciężarów już dawno przekroczyły granice ludzkich możliwości. A jednak ciągle są one przesuwane, ciągle padają kolejne rekordy. I to jeszcze nim zapłonie znicz olimpijski, w toku startów przed rozpoczęciem igrzysk.


Kilka tygodni temu 22-letni Usain Bolt z Jamajki przebiegł 100 m w 9,72 sekundy. Poprawił niebotyczny rekord świata swego rodaka Asafy Powella o 0,02 (słownie dwie setne) sekundy. To mniej niż drgnienie powiek, ale przecież od mierzenia takich różnic mamy elektroniczne instrumenty pomiaru czasu. Powell stracił rekord, wydawałoby się, nie do poprawienia i zapowiada rewanż w Pekinie. „To ja zdobędę złoty medal, a nie Bolt” - mówi dobitnie w każdym wywiadzie. Jest nie tylko w doskonałej formie, ale liczy również na specjalnie przygotowane dla niego cudowne buty. Firma Nike przygotowała nowy model kolców dla sprinterów z cienkiej jak pergamin tkaniny syntetycznej o grubości dwóch mikronów, które ważą 186 gramów, a więc są lżejsze o jedną czwartą od stosowanych dziś butów dla sprinterów. Ba, japońska firma Asics uzbroiła swego sprintera Mimure Hitasi (też biega setkę poniżej 10 sekund) w nowy model kolców z tkaniny wytwarzanej syntetycznie z łusek ryżowych, które są jeszcze lżejsze i ważą tylko 110 gram!


W pływaniu technologia sprzętu ma jeszcze większe znaczenie niż w lekkiej atletyce. Miesiąc temu na mistrzostwach USA pływacy amerykańscy poprawili aż 6 rekordów świata. Wszyscy pływali w nowych kostiumach, a właściwie kombinezonach firmy Speedo, które ściśle  pokrywają ciało od kostek po szyję. Nowość tego stroju o kryptonimie LZR polega na elastycznej tkaninie o splocie na wzór skóry rekina. Kombinezony te nie są szyte, lecz spajane laserowo, bo szwy przecież wzmagają opór wody. O te setne sekundy. Jedynym problemem jest naciągnięcie na siebie tej rekiniej skóry, co trwa nawet kwadrans!

Niedwuznacznie z tego wynika, że granice ludzkich możliwości w sporcie są ostatnio przesuwane nie tyle dzięki większej wydolności organizmu, ale w dużej mierze przez technologiczne doskonalenie strojów i sprzętu, którym się daną dziedzinę uprawia. Jeśli więc o Pekin idzie, pytanie powinno brzmieć inaczej: na ile technologia pomoże olimpijczykom poprawiać rekordy wbrew naturalnym przeszkodom, jakim niewątpliwie jest zanieczyszczenie powietrza, czyli ten słynny smog, który zmniejsza wydolność płuc, a tym samym szybkość i wytrzymałość człowieka?

Tadeusz Olszański

Komentarze (1)
Do ostatniej chwili...
 Oceń wpis
   

Nasz najlepszy skoczek o tyczce Przemysław Czerwiński w ostatniej chwili zakwalifikował się do ekipy olimpijskiej. 31 lipca skoczył wreszcie 5.70, spełnił zatem wymóg i wystartuje w Pekinie. Start daje szansę na medal, choć uzyskany wynik tego nie zapewnia. Ale Czerwiński rok temu skakał już 5.80, gdy jego karierę przerwało złamanie ręki, wielotygodniowy gips, długa rehabilitacja. Podobnie było w 1964 r. z naszym pięściarzem Józefem Grudniem, który na pół roku przed olimpiadą w Tokio miał zgruchotaną dłoń, długo leczył uraz, w ostatniej chwili wywalczył miejsce w kadrze i w końcu zdobył złoty medal w wadze lekkiej.

Nieco inne, choć w gruncie rzeczy podobne były losy florecisty Jarosława Rodzewicza, którego dosłownie na gwałt ściągano w 1996 r. do Atlanty. Zakwalifikował się bowiem jako rezerwowy do drużyny florecistów. Do Atlanty z ekipą nie poleciał, bo nie było wtedy na to pieniędzy. Gdy w turnieju indywidualnym jeden z trzech florecistów, którzy stanowili drużynę, Piotr Kiełpikowski skręcił nogę w kolanie i jasne się stało, że zespół został zdekompletowany, błyskawicznie ściągnięto Rodzewicza. Po całonocnym locie, niewyspany, bez żadnej aklimatyzacji stanął na planszy, bił się znakomicie i walnie przyczynił się do wywalczenia srebrnego medalu przez naszą drużynę.

Spotkałem się z opinią, że zwlekanie z kompletowaniem ekipy olimpijskiej do ostatniej chwili i zabieranie patałachów, którzy mają problemy z wypełnieniem minimum, mija się po prostu z celem. Jestem innego zdania. W sporcie zdarza się bowiem, że ostatni wbrew hierarchii potrafią być pierwszymi. Nawet na igrzyskach. I na tym polega cały urok.

Tadeusz Olszański

Komentarze (0)
Beczka prochu
 Oceń wpis
   

Ilu olimpijczyków zostanie w Pekinie przyłapanych na dopingu? A komu to ujdzie bezkarnie?
Na pierwsze pytanie otrzymamy odpowiedź w toku igrzysk. Na drugie być może nigdy! Wybitny ekspert i rzecznik zwalczania dopingu profesor Akademii Sportu w Budapeszcie Robert Frenkl w Węgierskiej TV zapowiedział, że w Pekinie doping eksploduje niczym beczka prochu. Jego wypowiedź natychmiast opublikował najpoczytniejszy dziennik „Nepszabadsag” , a w ślad za nim zagraniczna prasa.

Prof. Frenkl zwrócił uwagę, że niezależnie od coraz intensywniejszej walki z dopingiem i przeprowadzaniem przez Światową Agencję Zwalczania Dopingu ( WADA ) już tysięcy testów w ciągu całego roku, z olimpiady na olimpiadę rośnie ilość wykrywanych pozytywnych prób, a tym samym wpadek dopingowych (patrz zestawienie). A zatem doping ciągle kusi. WADA i krajowe agencje przeprowadzają testy nie tylko na zawodach, ale równi`eż metodą zaskoczenia na zgrupowaniach treningowych. Rzecz w tym, że ilość przeprowadzanych testów wcale nie wstrzymuje stosowania środków dopingujących. Prymitywne już EPO i inne testosterony zastępują nowe, bardziej wyrafinowane środki farmakologiczne i co nowe – preparaty oczyszczające organizm po stosowaniu dopingu. Negatywny wynik testu wcale nie musi więc świadczyć o tym, że zawodnik nie stosował środków dopingujących, lecz po prostu o tym, iż został z nich chemicznie wyczyszczony.

Jeszcze a Atenach – przypomina prof. Frenkl – zawodnicy, w tym dwóch węgierskich złotych medalistów – próbowało oszukać kontrolę antydopingową stosując prymitywną metodę podmiany oddawanego do analizy moczu. Stosowali do tego celu woreczki z obcym materiałem, sztuczne penisy itp. Te fizyczne metody – tak je nazwał prof. Frenkl – dziś zastępuje odpowiednio wcześniej zastosowane wypłukanie organizmu, a więc chemia. W dodatku do użytku weszły ostatnio medykamenty wzmagające wydolność, a nie znajdujące się na liście zabronionych środków, jak choćby viagra, po którą sięgnęli ostatnio kolarze.

Tyle prof. Frenkl. W Pekinie kontrola antydopingowa zostanie zaostrzona. Badana będzie pierwsza szóstka każdej konkurencji i ponadto wyrywkowo wylosowani zawodnicy. Przeprowadzonych zostanie 4500 kontroli antydopingowych, w tym 900 testów krwi i 400 na stosowanie hormonu wzrostu. Przy obsłudze zatrudnionych będzie 917 ekspertów, a próbki będą analizowane w 41 laboratoriach.

Stracili medale...

  • 1972 Monachium – przeprowadzono 2079 testów, zdyskwalifikowano 7 sportowców. Złoty medal na 400 m dow. stracił 16-letni pływak USA Rick Demont, u którego wykryto efedrynę.
  • 1976 Montreal – 786 testów, 11 pozytywnych. Cała seria dyskwalifikacji sztangistów za stosowanie sterydów anabolicznych. Złote medale stracili Polak Zbigniew Kaczmarek i Bułgar Walentin Christow.
  • 1980 Moskwa – 645 testów, ani jednej wpadki! Igrzyska musiały być czyste! Dopiero po 20 latach okazało się, że po prostu utajniono wyniki badań i niszczono pobrane do analizy próbki.
  • 1984 Los Angeles – 1507 testów, 12 pozytywnych. Srebrny medal w biegu na 10 km stracił Fin Matti Vaino.
  • 1988 Seul – 1598 testów, 10 pozytywnych. Sensacyjna dyskwalifikacja i eksmisja z wioski olimpijskiej zwycięzcy biegu na 100 m Kanadyjczyka Bena Johnsona. Dwa złote medale stracili bułgarscy sztangiści.
  • 1992 Barcelona – 1848 testów, 5 dyskwalifikacji.
  • 1996 Atlanta – 1932 testy i tylko 2 pozytywne.
  • 2000 Sydney – 2052 testy i 307 analiz krwi, 11 pozytywnych. Złote medale musieli oddać 17-letnia rumuńska gimnastyczka Andrea Raducanu, niemiecki zapaśnik Alexander Leopold i bułgarska sztangistka Izabela Dragneva.
  • 2004 Ateny – 3000 testów, 22 pozytywnych. Aż siedmiu zawodników straciło medale, w tym troje złote – Irina Korżanienko z Rosji za pchnięcie kulą oraz dwóch Węgrów: Adrian Annus za rzut młotem i Robert Fazehas za rzut dyskiem.

Tadeusz Olszański

Komentarze (1)
Olimpijski spokój
 Oceń wpis
   

Aż dziw z jakim spokojem czekamy na igrzyska w Pekinie ! Ba, świeżo w pamięci mamy skromny punkcik zdobyty przez naszych piłkarzy na Euro po nieszczęsnym remisie z Austrią. Prysł sen o europejskiej klasie polskiej drużyny, a nawet o czarownej mocy zagranicznego trenera Beenhakkera. Raczej sceptycznie patrzymy więc na szanse potężnej, bo liczącej 260 zawodników ekipy w pekińskich igrzyskach, zwłaszcza po ostatnich porażkach polskich siatkarzy w finałach światowej ligi, bo przecież to właśnie oni są uważani za potencjalnych kandydatów do podium.

W pamięci też tkwi skromny dorobek 10 medali olimpijskich wywalczonych 4 lata temu w Atenach. W tym aż trzech zdobytych przez jedną jedyną Otylię Jędrzejczak, która co tu dużo mówić uratowała wtedy nas przed jeszcze większą wpadką. Z tych co pojechali do Pekinu tylko jedna jedyna mistrzyni szabli Aleksandra Socha pozwoliła sobie na powiedzenie, że jedzie po złoty medal! Natchnęło ją do tego niedawne zwycięstwo nad Ukrainą w finale drużynowego turnieju szabli kobiet o mistrzostwo Europy. 45 : 44, a więc zaledwie jednym punktem! W dodatku ME to nie olimpiada, gdzie wystąpią jeszcze Amerykanki i Chinki. Pannę Sochę rozpiera energia, ale pozostali skromnie mówią „jedziemy walczyć” lub mądrze milczą!

I tylko prezes PKOl. Piotr Nurowski zapowiedział, że zrezygnuje ze swojej funkcji, jeśli w Pekinie zdobędziemy mniej medali niż w Atenach. Złośliwi twierdzą, że wcale nie byłoby to wielka stratą, niemniej prawdą jest, że dzięki swojej mocnej pozycji w Polsacie i Elektrimie - prywatnie biznesmen - Nurowski zapewnił naszym olimpijczykom wielu sponsorów.

Znacznie wyżej niż my sami oceniła nasze szanse amerykańska agencja konsultingowa PricewaterhouseCoopers. Od igrzysk w Sydney PwC ogłasza swoje prognozy medalowe i jak dotąd były one trafne. PwC prognozuje tylko ilość medali jakie zdobędą poszczególne kraje bez określania ich rodzaju. Prognoza PwC przewiduje, że w Pekinie Chiny zdobędą o jeden medal więcej niż USA ( patrz tabela ) , a Polska wywalczy 14 medali i zajmie w klasyfikacji medalowe 19 miejsce. No i dobrze, że ktoś z zewnątrz wyżej nas ceni niż my sami siebie ! Niemniej zachowajmy spokój do końca igrzysk.

Prognoza na Pekin
( w nawiasie ilość medali zdobytych w Atenach )

1. Chiny - 88 (63)

2. USA - 87 (103)

3. Rosja - 79 (92)

4. Niemcy - 43 (48)

5. Australia - 41 (49)

6. Japonia - 34 (37)

7. Francja - 30 (33)

8. Włochy - 29 (32)

9. Wielka Brytania - 28 (30)

10. Korea Płd. - 27 (30)

11. Kuba - 24 (27)

12. Ukraina - 23 (23)

13. Holandia - 20 (22)

14. Rumunia - 19 (19)

15. Hiszpania - 19 (19)

16. Węgry - 17 (17)

17. Białoruś - 15 (15)

18. Grecja - 15 (16)

19. Polska - 14 (10)

20. Kanada - 13 (12)

Warto zauważyć, że według tej prognozy aż 17 państw zmniejszy swój dorobek medalowy głównie na korzyść Chin i tylko jeszcze dwa państwa zanotują lepszy wynik niż w Atenach, a mianowicie Polska i Kanada.

Tadeusz Olszański

Komentarze (1)
1 | 2 |
Najnowsze wpisy
2008-08-24 22:45 Grobowa cisza
2008-08-24 15:24 Olimpijski bilans
2008-08-22 17:30 Abstrakcja i rzeczywistość
2008-08-21 17:37 Za Wielkim Murem
2008-08-21 16:46 Czarna data
Najnowsze komentarze
2011-05-21 20:01
biznesforum24h:
Olimpijski bilans
Witam Z przyjemnością muszę stwierdzić ze informacje na Pańskim Blogu są jak najbardziej[...]
2011-03-21 20:39
aep:
Grobowa cisza
Tam gdzie w grę wchodzi duża kasa, krzyczą tylko fanatycy, reszta szuka możliwości zarabiania[...]
2010-01-12 22:48
http://wynikidot.pl:
Grobowa cisza
Jak widac chinczycy doskonale sie organizuja we wlasnym panstwie
2009-12-03 06:38
ugg sale :
Czarna data
UGG boots ,ugg discount ,ugg boots sale,ugg cardy ugg store ,ugg boots online,ugg[...]
2009-11-28 09:07
aion:
Grobowa cisza
www.aion4gold.com
Archiwum
Rok 2008