Bohater musi dać radę
 Oceń wpis
   

Na proste pytanie, kto jest największą sportową gwiazdą Chin i dlaczego Xiang Liu, każdy bez wyjątku Chińczyk odpowie tak samo.

Jeśli jest jakikolwiek sportowiec, na którego barki złożono wszystkie nadzieje narodowe, to jest nim właśnie płotkarz Xiang Liu. "Będzie niósł ten wielki ciężar na swoich smukłych ramionach w czasie pekińskiej olimpiady" -  pisze chińska prasa.

 

Liu Xiang w 2004 roku na stadionie w Hong Kongu. Fot. CC by SA (Wiki) 

 

Chen Yang, dziennikarz sportowy Chińskiego Radia Międzynarodowego, mówi, że dla Chińczyków Liu jest jak Adam Małysz dla Polaków. Ale to tylko część prawdy. Bo Małysz nigdy nie trafił do muzeum figur woskowych Madame Tussauds, a Liu - tak, chociaż tylko w oddziale w Szanghaju. Jego żółte buty, w których za parę dni pobiegnie (każdy Chińczyk wierzy, że po złoto) można zobaczyć na specjalnej wystawie.

Można śmiało powiedzieć, że Liu jest jak Jan Domarski w 57 minucie meczu na Wembley w 1973 r., gdyby to cokolwiek jeszcze znaczyło. Więc Liu jest Domarskim do setnej potęgi. Podobnie, jak my bramką Domarskiego, Chińczycy 13 sekundami olimpijskiego biegu Liu z Aten katowani są systematycznie każdego dnia. A nawet nie samym biegiem, tylko tym, co nastąpiło tuż po nim: Liu biegnie z chińską flagą na plecach wokół stadionu.

- Ludzie wtedy poczuli, że jest to zaszczyt dla nas wszystkich - tłumaczy mi Chi Fang, 22-letnia studentka, która sportem w ogóle się nie interesuje. - Jako jedyny pokazał, że Chiny są wielkie - mówi Fang. A tym interesuje się każdy Chińczyk. Bo to, że Chińczyk może zdobyć medal we wschodnich sportach walki i tenisie sportowym - wszyscy się spodziewali. Liu udowodnił, że może zwyciężać tam, gdzie Azjaci się do tej pory w ogóle nie liczyli.

"Udowodniłem, że żółty mężczyzna może biec tak szybko, jak czarny lub biały" - powiedział Liu po olimpiadzie. Zdaniem Fang Liu pokazał, iż Chińczyk jest nie tylko sprytny, waleczny, ale też bardzo silny. Ponadto przystojny i bardzo, bardzo bogaty (jego dochód w 2007 Forbes oszacował na 23,8 mln dolarów). Każda dziewczyna w Chinach marzy, by się z nim spotkać i pójść do herbaciarni. Ale to, jak wiadomo, jest niemożliwe. Bo Liu należy do Nike, Coca Coli i Cadillaca oraz całego społeczeństwa. Liu ma kilka samochodów. Nie może nimi jednak jeździć, bo mógłby ulec wypadkowi.  Nawet butelki wody nie może wypić, dopóki jego ochrona, która towarzyszy mu przez całą dobę, nie sprawdzi jej pochodzenia.

Wszystko po to, by za kilka dni Liu (a w zasadzie Chiny), odniosły swoje drugie historyczne zwycięstwo w biegu na 110 metrów przez płotki.

Fang mówi, że są tylko dwa najważniejsze momenty tej olimpiady: jej rozpoczęcie i 13 sekund finałowego biegu przez płotki z udziałem Xiang Liu.

Marzeniem każdego chińskiego dziennikarza jest zbliżenie się do Mistrza i zadanie tego jednego, jedynego pytania: czy jest pewien już swojej wygranej? A jeśli nie wygra?

- To jest bohater - mówi Fang. - Musi dać radę.

Cezary Łazarewicz

Komentarze (4)
Wzmocnić, zrozumieć, pogłębić
 Oceń wpis
   

W Chinach wszystko jest największe. Więc nie ma się co dziwić, że to Chiny są także największym światowym producentem dzienników. Każdego dnia sprzedaje się tu 2.200 tytułów gazet codziennych (niestety, prawie wszystkie drukowane są po chińsku).

Nie zgadzam się z autorami Lonely Planet, którzy uważają, że większość z nich nie zawiera niczego wartego czytania. To prawda, że informacje dzielą się na dobre i bardzo dobre, ale czy może być inaczej, gdy wzorowo idą przygotowania do Igrzysk, chińscy sportowcy mają nadzieję na kolejny sukces, a boom gospodarczy zapewnia rządząca krajem KPCh?

Dzięki zdjęciom poznaję, że dziennikarze dużo piszą o olimpiadzie, a dzięki studentce Fang, która tłumaczy z chińskiego, wiem nawet, że piszą żarliwie. Olimpiada wszędzie jest na pierwszych stronach. To zrozumiałe, że w "Tygodniku Sportowym" wszystko jest o olimpiadzie, od pierwszej strony: "Sierpień nadchodzi. Wszystko gotowe do Igrzysk Olimpijskich". I cała strona o sukcesach.

W "Nowym Dzienniku Pekińskim" na wielkim zdjęciu spotkanie dwóch prezydentów - Chińskiego Komitetu Olimpijskiego i Międzynarodowego Komitetu Organizacyjnego, a tuż obok tytuł "Z biletem olimpijskim będziesz bardziej szczęśliwy". To o tych, którzy mieli szczęście kupić bilety na Igrzyska .

Jest też mały skandal międzynarodowy z udziałem Koreańskiej telewizji, która podstępnie wykradła kasetę wideo z przygotowań do Uroczystego Otwarcia Igrzysk i wyemitowała nagranie w kanale SKTV. Na szczęście Koreańczycy przeprosili za złamanie reguł.

Nawet przewodniczący Chin Hu Jintao z okazji otwarcia Igrzysk udzielił wywiadu zagranicznym dziennikarzom i "serdecznie zaznaczył fakt, iż Igrzyska Olimpijskie zorganizowane zostały w Chinach, w których mieszka 1/5 ludności całego świata, co odzwierciedla zaufanie świata do Chin". Stwierdził, że "Igrzyska Olimpijskie przyniosą radość wszystkim narodom świata", bo "trzeba wzmocnić zrozumienie i pogłębić przyjaźń między przyjaciółmi z całego świata".

Przewodniczący Hi Jintao wyjaśnił dziennikarzom, że slogan olimpijski "Jeden Świat. Jedno Marzenie" rozumie następująco: "Hasło to odzwierciedla naszą serdeczną nadzieję. To znaczy, naród chiński chce wraz z innymi narodami całego świata na bazie ducha olimpijskiego wzmocnić wymianę i współpracę, wspólnie stworzyć piękniejszą przyszłość Olimpiad i piękniejszą przyszłość ludzkości."

Wszystko, ale to wszystko wydaje się być zapięte na ostatni guzik. Samochody mniej smrodzą, komunikacja funkcjonuje lepiej, żywność jest smaczniejsza i zdrowsza niż przed Igrzyskami, więc zawodnicy w wiosce olimpijskiej nie muszą się niczego obawiać. Przez moment pomyślałem, że organizatorów może zaskoczyć pogoda, ale czytając informację agencji Xinhua zrozumiałem, że jestem w błędzie.

Chiński Urząd Meteorologiczny też jest gotowy do Igrzysk, zapewnił o tym Yu Xinwen, rzecznik urzędu. Dodał, że prognoza pogody opublikowana zostanie na 2-3 dni przed otwarciem Igrzysk. I tylko w Renmin Rimbao, organie Komunistycznej Partii Chin (sprzedaż 2,2 mln egz. codziennie), ważniejszą informacją od Igrzysk jest 81 rocznica powstania Ludowej Armii Chin. Tytuły mówią same za siebie: "Armia jest drugą Partią", "Fundament i kręgosłup" (na ten sam temat komentarz odredakcyjny), "Ślubują lojalność wobec komunizmu" (podpis pod zdjęciem), "Socjalizm kreuje karierę".

Ciekawą informację znalazłem w angielskojęzycznym "China News" z Europy, o której mało się tu pisze. Dziennikarze ChN zauważyli, że rozpoczęła się ogólnoświatowa kampania "Ręce precz od Chin". W centralnym Londynie 50 osób z Komunistycznej Partii Wielkiej Brytanii protestowało przeciwko kłamliwym informacjom dotyczącym Chin. "Kampania ta rzuca nowe światło na propagandę Zachodu przeciwko ChRL" - zauważa dziennik i daje do zrozumienia, że w ten sposób chce się popsuć wielki entuzjazm panujący w Pekinie.

Mam poczucie, że ten entuzjazm udziela się zwykłym ludziom. Nawet tym, którzy podobnie jak ja nie znają języka chińskiego. Przedwczoraj odwiedziłem Chińskie Radio Międzynarodowe (CRI) i w sekcji Polskiej rozmawiałem o moich pierwszych wrażeniach. Zawsze podejrzewałem, że mówię mętnie, jestem zbyt mało wylewny, za mało mówię konkretów. Jednak przeczytawszy na stronie CRI własne słowa, z początku się przestraszyłem, a potem zrozumiałem, że zmiana nastąpiła też i we mnie. Bardzo jestem wdzięczny redaktorom radiowym, że moja wizyta w Radiu urosła do rangi informacji, a mój bezbarwny, długi i nudny monolog potrafili streścić w tych dwóch żarliwych zdaniach: "Jestem pod wielkim wrażeniem stadionów olimpijskich, a Ptasie Gniazdo należy do stadionów, które wywarły na mnie niezapomniane wrażenie - powiedział 31 lipca Cezary Łazarewicz, korespondent olimpijski 'Polityki' w Pekinie". "Podziwiał (tzn. - ja!) m.in. rozwiniętą komunikację miejską i znakomitą znajomość języka angielskiego olimpijskich wolontariuszy. Wyraził także wiarę w sukces Igrzysk Olimpijskich w Pekinie".

Cezary Łazarewicz

Komentarze (2)
Atak wolontariatu
 Oceń wpis
   

Człowiek z akredytacją Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego na szyi czuje się w Pekinie jak kombatant Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, na którego za każdym rogiem czyhają pionierzy, by przeprowadzić go przez ulicę. Tu pionierów zastąpili Wolontariusze Pekińskich Igrzysk. Nie jest łatwo się przed nimi schować, bo są wszędzie. Przy sklepie, przy stacji metra, na przystanku autobusowym. W centrum i poza. Chodzą zwykle grupkami.

Łatwo ich rozpoznać po błękitnych koszulkach, kółkach olimpijskich i napisie na plecach Beijing 2008. Wszyscy są młodzi i uśmiechnięci. Fot. Cezary Łazarewicz

Wolontariuszy, nie licząc tych 100 tysięcy, którzy będą obsługiwać zawody sportowe, jest 400 tysięcy. Co prawda z informacji prasowych wynikało, że będą pracować głównie w okolicach obiektów olimpijskich, udzielając informacji turystycznych i pomagając w tłumaczeniach, ale chyba rozeszli się już po całym mieście, bo widziałem ich bardzo daleko od centrum. Zupełnie zgadzam się panem Zhang Honk, z departamentu wolontariatu Pekińskiego Komitetu Organizacyjnego Igrzysk, że: „liczba wolontariuszy nie tylko pokazuje ogromny entuzjazm z jakim różne środowiska przyjmują Olimpiadę, ale jest również manifestacją jednej z zasad wolontariatu podczas tych Igrzysk - masowego uczestnictwa”.

Ponadto wszyscy wolontariusze obowiązkowo biorą udział w akcji „Uśmiech Pekinu”, wiec są bardzo mili i bardzo sympatyczni.

Problem jest jeden: jeszcze nie wszyscy kibice, dziennikarze i sportowcy dotarli do Pekinu, więc liczba wolontariuszy przypadających na jedną jednostkę akredytację jest obecnie znacznie ponad przeciętną. A żółtą kartę akredytacyjną widać z daleka. Pani Wei, która odbierała mnie z lotniska w Pekinie, powiedziała, że karta ułatwia życie. Gdy się ją nosi, to zawsze można liczyć na pomoc w potrzebie. To prawda. Nie wiedziałem tylko, że wysyłam aż tak wiele sygnałów informujących, że sobie nie radzę. Bo receptory wolontariuszy są bardzo czułe. Reagują na chwilkę zawahania, którą  bramką wejść do metra, lub wątpliwość, czy na skrzyżowaniu pójść w prawo, czy w lewo. Nie mówię już o oczywistych sytuacjach, przy których wolontariusze lecą, jak ćmy do światła, czyli gdy rozkłada się na ulicy plan miasta.

Ktoś mógłby powiedzieć, że nie muszę się afiszować z akredytacją. Niestety, i bez niej  rzucam się w oczy. Ponadto, akredytowani dziennikarze mogą po całym Pekinie jeździć za darmo. Każdy przejazd metrem to oszczędność 2 yuanów. A 60 groszy piechotą nie chodzi...

Cezary Łazarewicz

Komentarze (1)
1 | 2 | 3 | 4 |
Najnowsze wpisy
2008-08-24 22:45 Grobowa cisza
2008-08-24 15:24 Olimpijski bilans
2008-08-22 17:30 Abstrakcja i rzeczywistość
2008-08-21 17:37 Za Wielkim Murem
2008-08-21 16:46 Czarna data
Najnowsze komentarze
2011-05-21 20:01
biznesforum24h:
Olimpijski bilans
Witam Z przyjemnością muszę stwierdzić ze informacje na Pańskim Blogu są jak najbardziej[...]
2011-03-21 20:39
aep:
Grobowa cisza
Tam gdzie w grę wchodzi duża kasa, krzyczą tylko fanatycy, reszta szuka możliwości zarabiania[...]
2010-01-12 22:48
http://wynikidot.pl:
Grobowa cisza
Jak widac chinczycy doskonale sie organizuja we wlasnym panstwie
2009-12-03 06:38
ugg sale :
Czarna data
UGG boots ,ugg discount ,ugg boots sale,ugg cardy ugg store ,ugg boots online,ugg[...]
2009-11-28 09:07
aion:
Grobowa cisza
www.aion4gold.com
Archiwum
Rok 2008