Grobowa cisza
 Oceń wpis
   

Z kraju płyną pytania, dlaczego bawimy się na stadionach, zamiast pisać o łamaniu praw człowieka w Chinach? Dlaczego nie piszemy nic o Tybecie? Co z prześladowaniami Falun Gong?

W tych sprawach Pekin konsekwentnie milczy. Raz tylko, podczas oficjalnej konferencji Pekińskiego Komitetu Organizacyjnego Igrzysk, Chińczycy poinformowali, że zatrzymano młodych ludzi, którzy rozwiesili transparent na moście.

Wiem, że mnóstwo osób pracuje w dziale promocji igrzysk, to widać każdego dnia. Ale nie potrafię odpowiedzieć, ilu ludzi czuwa, by dziennikarze w Pekinie pisali tylko o sporcie. Ryszard Kapuściński w „Wojnie futbolowej” zauważył, że zwykle nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele pracy wkładają władze, by utrzymać ciszę wokół niewygodnych zjawisk.
Przed moim pierwszym hotelem, na chodniku był rozstawiony posterunek policji. A przed tym, w którym śpię teraz zwykle stoi czarny chrysler. Mijam ten samochód każdego ranka i wieczora. Ktoś zawsze siedzi w środku i obserwuje wejścia do dwóch hoteli. Utrzymują, że to dla naszego bezpieczeństwa, by nic nam się nie stało. 

Widziałem przejeżdżające przez miasto kolumny czarnych samochodów z naklejkami Beijing SWAT . Pomyślałem, że może służą do rozbijania manifestacji. Ale przecież w Pekinie nikt nie protestuje, choć oficjalnie jest to dozwolone, byle w wyznaczonym przez władze miejscu i czasie. Nie słyszałem, by ktoś w Pekinie skarżył się na władze, nie widziałem bitych, ani prześladowanych. Spotykam tylko tych uśmiechniętych, zadowolonych z życia, serdecznych i dumnych ze swojej ojczyzny. 

Tylko raz, gdy wchodziłem na plac Tiananmen, pani F. ostrzegła mnie, bym w tę spiekotę nie próbował się przypadkiem polewać wodą z butelki. To niebezpieczne, bo mogą mnie zaraz powalić, przygnieść do ziemi i obezwładnić. Dlaczego? Falun Gong – kilka razy próbowali samospalenia. F. mówi, żeby głośno tej nazwy nie wypowiadać, bo wśród tłumu krążą milicjanci w cywilu. Skąd miałbym wziąć wodę? Przed wejściem na plac wszyscy są sprawdzani, a butelki z wodą rekwirowane. Dla bezpieczeństwa. 

Zapytałem kiedyś studentki C., co się właściwie stało z członkami Falun Gong. Odparła, że zniknęli. Tak jak jej profesor. Pewnego dnia po prostu nie pojawił się na uczelni. Studentom powiedziano, że ktoś go zastąpi, bo profesora już nie będzie. Nikt nie protestował, nikt nie zadawał trudnych pytań. Zniknął, to zniknął. Może kiedyś wróci. 


Nie wiadomo zresztą, gdzie oni znikają. Więzień nie ma. Znajoma Polka, która mieszka w Pekinie od roku, próbowała ustalić gdzie trafiają przestępcy. Niestety bezskutecznie. To dziwne, ale w żadnej gazecie nie znalazłem informacji o procesach, więzieniach, aresztowaniach i rozbojach. W europejskiej prasie dział policyjny czy sądowy – to filary redakcji. W Chinach takie działy nie istnieją. 

Jest jeszcze jedna różnica. Władzy nie można zapytać o nic. Władza przemawia tylko wówczas, gdy sama chce coś zakomunikować. Sama wybiera również media, w których chce coś powiedzieć. Zwykle ma do przekazania podobny komunikat, choć mówi do nas wieloma wynajętymi ustami i długopisami. Teraz np. mówi, że najważniejsze są igrzyska. To ona decyduje, co istnieje, a co nie . Na przykład fraza „Falun Gong” nie istnieje. Przynajmniej w chińskim internecie.
 

Cezary Łazarewicz

Komentarze (5)
Olimpijski bilans
 Oceń wpis
   

Kiedy na gorąco próbuję podsumować pekińską olimpiadę, nie znam jeszcze słów przewodniczącego MKOL, Jacquesa Rogge. Jestem jednak przekonany, że na zakończenie użyje tradycyjnej formuły, iż były to „najwspanialsze igrzyska w dziejach ruchu olimpijskiego”. Bo były, niezależnie od wielu krytycznych, w pełni uzasadnionych uwag dotyczących przestrzegania przez gospodarzy praw człowieka. Chinom udało się nie tylko perfekcyjnie przeprowadzić zawody olimpijskie, ale też przebudować i unowocześnić Pekin, w większym niż dotąd stopniu otworzyć na świat, i wreszcie - wygrać medalową klasyfikację.

Udowodnienie, że także w sporcie Chiny są światową potęgą, było głównym celem politycznym, w którego zrealizowanie zainwestowano ponad 40 miliardów dolarów. Cel osiągnięto, bo 51 złotych medali zdobytych przez sportowców z Chin dało im po raz pierwszy olimpijski prymat. Nie da się jednak przewidzieć, czy igrzyska usankcjonują  triumf państwowej ideologii, czy raczej otworzą drogę do niechętnie widzianych przez obecne władze przemian.

W klasyfikacji medalowej Chiny mogą się szczycić pierwszą lokatą, gdyż przyjętym kryterium jest liczba zdobytych złotych krążków.  Jednak USA zdobyły w sumie więcej, bo aż 110 medali (Chiny - równe 100). Mamy zatem dwie sportowe potęgi, których rywalizacja w najbliższym czasie przyniesie niezwykłe efekty. Dziesiątki ustanowionych w Pekinie rekordów świata, przesunięcie granic możliwości w biegach krótkich czy  pływaniu są tego najlepszym dowodem. Do rywalizacji dwóch potęg nieoczekiwanie dołączyła także Wielka Brytania, która organizuje igrzyska w Londynie w 2012 r. i także ma wielki apetyt na sukces.

Dla Polaków były to niezwykle nerwowe zawody. Do ostatniej chwili liczyliśmy raczej stracone szanse niż zdobyte medale. Całe szczęście, że na finiszu Maja Włoszczowska (kolarstwo górskie) oraz kajakarki dorzuciły dwa srebrne odznaczenia, dzięki czemu nasz dorobek medalowy zwiększył się do dziesięciu. Zahamowaliśmy tym samym trwającą od 1992 r. tendencję spadkową. Powtórzyliśmy wynik z Aten, ale znacznie większym wysiłkiem. Cztery lata temu na 10 medali pracowało 202 zawodników, w Pekinie - 263.

Po Atenach mieliśmy burzliwą dyskusję o kondycji polskiego sportu, która jednak niewiele dała. Obawiam się, że tym razem będzie podobnie. Już podczas igrzysk wiele mówiono w polskim obozie o  niedoskonałym modelu sportu, anachronizmie struktur związkowych, niekompetencji działaczy i braku profesjonalnych menedżerów. To, niestety, nie oznacza jeszcze woli i gotowości do zmian. Obym się mylił!


Tadeusz  Olszański

 

KTO CO ZYSKAŁ W  PEKINIE?

  • Chiny – zwycięstwo sportowe i polityczne;  prymat w światowym sporcie; stworzenie podstaw do dalszych sukcesów.
  • USA  - najwięcej, bo aż 110 medali; największą gwiazdę igrzysk – Michaela Phelpsa, który zdobył osiem złotych medali; odzyskanie pozycji lidera w koszykówce.
  • Wielka Brytania – zdobycie 47 medali (w tym 19 złotych) i zajęcie czwartego miejsca w ogólnej  klasyfikacji.
  • Jamajka - zyskanie miana kraju najszybszych na świecie ludzi. Rekordy Usaina Bolta na 100 i 200 m długo nie zostaną pobite.
  • Polska - zahamowanie tendencji spadkowej w liczbie zdobywanych medali olimpijskich; większa świadomość niezbędnych zmian w polskim sporcie.
  • WADA (World Anti-Doping Agency) - wykrycie tylko sześciu przypadków zastosowania niedozwolonych środków dopingujących. Pytanie, kto rzeczywiście wygrał w tej grze, na razie pozostaje bez odpowiedzi.
  • MKOL - zarobił na igrzyskach w Pekinie ok. 3 miliardów dolarów, czyli o 1/3 więcej niż w Atenach. Największe wpływy osiągnął za sprzedaż praw transmisji TV do 220 krajów, reklamy, prawa do tytułu sponsorów. Najmniej – ze sprzedaży biletów wstępu (o 40 proc. mniej niż w Atenach), bo zaakceptował niższe ceny. Poważna część wpływów zostanie rozdzielona między komitety narodowe, część zostanie przeznaczona na rozwój sportu w zaniedbanych krajach.
Komentarze (3)
Abstrakcja i rzeczywistość
 Oceń wpis
   

Tylko fotokomórka jest w stanie uchwycić taką abstrakcję, jaką jest 0.048 sekundy. Odpowiada dystansowi o grubości kreski narysowanej flamastrem. Właśnie tyle zabrakło czwórce naszych kajakarek do brązowego medalu na 500 m. Tej jednej kreski. Dwójce polskich kajakarzy na dystansie 1.000 metrów zabrakło dwóch kresek. Przegrali trzecie miejsce o 0.078 sekundy. Skończmy jednak z abstrakcją i przejdźmy do rzeczywistości, którą widać jak na dłoni.

Na cztery medalowe szanse, jakie mieliśmy w pierwszym dniu finałów regat kajakarskich, nasi reprezentanci nie wykorzystali ani jednej. Ich rywale wygrywali jednym minimalnie silniejszym pociągnięciem wioseł.  Jesteśmy prawdopodobnie w czołówce pekińskich igrzysk, jeśli chodzi o "ociearnie się" o medale, czyli zajmowanie czwartego i piątego miejsca w zawodach.

Czy jutro, w ostatnim dniu olimpiady, poprawimy nasz bilans czy zostaniemy z ośmioma medalami?

Szczęśliwa dla Chin liczba osiem (przypomnijmy datę rozpoczęcia rozpoczęcia igrzysk - 08.08.08) dla nas stanie się fatalnym dowodem słabnącej kondycji. Od Barcelony w 1992 roku, z igrzysk na igrzyska zdobywamy coraz mniej medali. Nie jesteśmy w stanie zahamować spadkowej tendencji. Jutro, w ostatnim dniu zmagań w Pekinie, mamy jeszcze cztery osady w finale kajakowych regat. Wystąpią także kolarze w wyścigu górskim i być może poprawi to medalowy bilans. Nie przesłoni jednak mało udanego występu naszej reprezentacji i słabości polskiego sportu. Taka jest rzeczywistość.

Tadeusz Olszański

Komentarze (2)
Za Wielkim Murem
 Oceń wpis
   

Co kryje się za wysypem medali olimpijskich dla reprezentantów Chin? Chińscy sportowcy wygrywają konkurencje, w których dotąd nie tylko się nie liczyli, ale nawet rzadko występowali. Dość niezwykły jest fakt, jak niewiele się na ten temat mówi i pisze.

Swój główny, strategiczny cel pokonania USA Chiny już osiągnęły. Po 13 dniach zawodów zdobyli 39 złotych medali, które decydują o kolejności w rankingu. Amerykanie zdobyli wprawdzie w sumie więcej medalowych miejsc, ale w tym tylko 22 złote i już nie dogonią rywali. Stracili wieloletni prymat.

Nasz srebrny medalista z Pekinu, Szymon Kołecki dzielił się w TVP swoimi obserwacjami z igrzysk. Przyznał, że wśród wszystkich olimpijczyków zdumienie budziło to, iż kompletnie nie znali reprezentantów Chin, zabierających im medale. Ponadto są przekonani, że nieprędko zobaczą tych zawodników na następnych wielkich imprezach. Kołecki jest doświadczonym zawodnikiem i rozważnym człowiekiem. Nie rzucał oskarżeń o doping, ale nie omieszkał powiedzieć, że wśród tysiąca specjalistów zajmujących się przeprowadzaniem badań antydopingowych jest nieproporcjonalnie mało Amerykanów i Europejczyków. Absolutną większość stanowią Chińczycy. W Pekinie przeprowadzono tysiące badań antydopingowych i „wpadek” było do tej pory zaledwie kilka. Dla porównania, w Atenach zanotowano 26 dyskwalifikacji.

Chińscy sportowcy kilka lat temu mieli dużą wpadkę dopingową, kiedy ekipę pływaczek przyłapano na lotnisku w Sydney podczas kontroli celnej. W ich walizkach znaleziono sterydy i somatomedynę. Całą ekipę zdyskwalifikowano. Potem sygnalizowano, że w Chinach pojawili się specjaliści od dopingu z NRD. W Atenach nie było jednak przypadku dyskwalifikacji Chińczyków za doping. A jednak wśród większości olimpijczyków panuje przekonanie, że Chińczycy zastosowali nieznane jeszcze środki, wzmagające ich możliwości.

Szef Komisji Technicznej Federacji Szermierki, dr Jacek Bierkowski, który właśnie wrócił z Pekinu, również jest zaszokowany osiągnięciami Chińczyków. Nie wyklucza, że w przygotowaniach wykorzystano ogromny dorobek, ciągle mało znanej na świecie, naturalnej medycyny chińskiej. Powszechnie znana jest tylko akupunktura, a przecież istnieje też szeroka gama wywarów ziołowych. Zdaniem Bierkowskiego ogromną rolę w przygotowaniach odegrał najprostszy środek dopingujący – pieniądze! Francuski fechtmistrz Christian Bauer, który doprowadził Zhong Mana do złotego medalu w szabli, otrzymał milion dolarów premii! Ile więc otrzymują zawodnicy? Na razie nie wiadomo, bo to jedna z wielu ukrytych za chińskim murem tajemnic. Na pewno jednak do końca życia nie będą musieli pracować ani trenować. I to może być także powodem, dla którego ich więcej na zawodach nie zobaczymy.

Tadeusz Olszański

Komentarze (2)
Czarna data
 Oceń wpis
   

Piąte miejsce mnie nie satysfakcjonuje, jestem rozczarowana, bo medal był w zasięgu ręki – powiedziała płotkarka, Anna Jesień zaraz po biegu, do którego przygotowywała się prawie rok. Przed startem Paweł Jesień, jej mąż i trener powiedział, że Annę stać na medal. Ja również w to wierzyłem. Wiedziałem jak ciężko na niego pracowała brązowa medalistka z Osaki. Trzy miesiące temu miałem okazję oglądać Annę Jesień podczas treningów na warszawskim AWF-ie. Jej mąż opowiedział mi wtedy, że od miesięcy pracują by poprawić wynik żony o pół sekundy. Bo te pół sekundy to przepaść, która decyduje o wejściu do lekkoatletycznej elity.

Od 14 lat Anna codziennie biega, dźwiga ciężary, poci się i męczy. Kontroluje, co je i ile waży. Wszystko po to, by któregoś dnia spełnić marzenia i stanąć na podium igrzysk olimpijskich. Bo przecież ma już trzydziestkę, co dla sportowca oznacza rychły koniec kariery. Była w Sydney i w Atenach, ale nie przeszła eliminacji. Myślała nawet o zakończeniu kariery. Pekin to jej pierwsze igrzyska, w których zakwalifikowała się do finału. Dlaczego nie udało się zdobyć medalu? Powinnam wcześniej przyśpieszyć – powiedziała mi po biegu. Za późno ruszyłam do przodu i nie zdążyłam już dogonić rywalek.

Mix Zona to miejsce, przez które po zejściu ze stadionu muszą przejść wszyscy zawodnicy. Czekają tam na nich dziennikarze. Nie można się przed nimi schować. Od razu widać, kto jest mistrzem, a kto przegranym. Przy mistrzach kłębi się tłum kamer i mikrofonów. Przegrani przechodzą przez ten labirynt dyktafonów i kamer niepostrzeżenie. Nikt ich nie niepokoi. Nikt nie pyta, dlaczego przegrali, co chcieliby następnym razem poprawić. Liczą się tylko mistrzowie.

I chyba tylko my, polscy dziennikarze, wypytujemy przegranych, dlaczego nie wygrali.

Tuż przed Anną Jesień schodziła do szatni zdobywczyni 4 miejsca Anastazja Rabczeniuk z Ukrainy. Nikt jej nie zaczepił. Mijała zupełnie nie zainteresowanych jej startem kolejnych dziennikarzy i szlochała przez całą drogę. Ponoć 4 miejsce jest najgorsze – bo to przedsionek raju. Rabczeniuk zabrakło 12 setnych sekundy by na zawsze zapisać się w historii olimpijskiej. Annie Jesień – znacznie więcej – ponad pół sekundy.
- Teraz nastawiam się na Londyn – powiedziała. To znaczy, że jest jeszcze szansa.

To nie był dobry dzień dla Polski. Rano pojechałem do Capital Indoor Stadium zobaczyć, jak siatkarze rozbiją Włochów. Prawie się udało. Szkoda, że nie do końca i jednak przegraliśmy. Przez to spóźniłem się na mecz w piłkę ręczną z Islandią. Ale już w autobusie, który wiózł nas z hali miejskiego stadionu dotarła informacja z centrum sportów olimpijskich, że nie ma nadziei dla naszych szczypiornistów. Ostatnie bramki, które strzelili nam Islandczycy zobaczyłem na wielkim ekranie głównego centrum prasowego. Promyk nadziei zgasł około 22.40. Tuż po biegu Anny Jesień.

Cezary Łazarewicz
 

Komentarze (10)
O szczęściu i patykach
 Oceń wpis
   

Nie będzie powtórki z Montrealu, o czym marzyłem jeszcze dwa dni temu. Nasi siatkarze przegrali ćwierćfinałowy mecz z Włochami i odpadli z walki o medale. Również piłkarze ręczni przegrali z Islandią i w najlepszym razie zdobędą piąte miejsce. Nie będziemy więc mieli olimpijskiego medalu w grach zespołowych, bo siatkarki zostały wyeliminowane jeszcze w fazie rozgrywek grupowych.

Nie mam jednak pretensji ani do siatkarzy, ani do piłkarzy. Poziom drużyn startujących w tych konkurencjach bardzo się wyrównał. W każdej z nich walczy obecnie po 8 - 10 zespołów wysokiej klasy. Mecze do pewnego stopnia stały się loterią. Niezależnie od umiejętności, coraz większą rolę zaczyna odgrywać zwykłe szczęście. Niech świadczy o tym fakt, że Niemcy, mistrzowie świata w piłce ręcznej przepadli już w pierwszej fazie eliminacji grupowych.

Ze szczęścia jednak trzeba umieć korzystać. Siatkarze przegrali w tie-breaku 14:16, a piłkarze ręczni wynikiem 30:32. I jedni, i drudzy pozwolili rywalom zyskać przewagę - siatkarze w pierwszych dwóch setach, piłkarze zaś w pierwszej połowie gry. Zatem to polskie drużyny musiały gonić za szczęściem, a nie ich przeciwnicy. Wniosek jest prosty - nie wolno oddawać pola już od pierwszej minuty.

Na pociechę pozostaje nam nieoczekiwany srebrny medal Piotra Małachowskiego w rzucie dyskiem. Podobnie jak mistrz w pchnięciu kulą, Tomasz Majewski, Małachowski walczył bez obciążeń i stresu, bo już samo wejście do finału było dla niego sukcesem.

A swoją drogą, medale w kuli i dysku dają nadzieję na odrodzenie polskiej szkoły w rzutach. Może na taki wniosek jeszcze za wcześnie, ale chciałbym powtórki czasów, kiedy rekordy świata i olimpijskie medale Janusza Sidły w rzucie oszczepem sprawiały, że dzieciaki na każdym podwórku rzucały zwykłymi patykami.

Tadeusz Olszański
 

Komentarze (0)
Zbyt mocno nakręcone zegarki
 Oceń wpis
   

Nasza reprezentacja olimpijska ma dwa oblicza. Z jednej strony mamy uśmiechniętych i szczęśliwych mistrzów  – Tomasza  Majewskiego, Leszka Blanika oraz dwie czwórki wioślarzy.  Z drugiej natomiast – grono zawodników rozgoryczonych,  szukających przyczyn słabej formy i poniesionych porażek.  Tych drugich jest więcej niż zdobywców medali. W jednym szeregu skarżą się nasi reprezentanci w pływaniu i szermierce, utyskują siatkarki i Marek Plawgo.

Blanik  wykonał swoje mistrzowskie skoki z taką samą lekkością i pewnością siebie, z jaką Majewski  wywalczył swoje zwycięstwo w pchnięciu kulą. Jak sądzę, żaden z nich nie czuł tej potężnej presji, która zaciążyła nad szablistkami, florecistkami i pływakami, z Sylwią Gruchałą i Otylią Jędrzejczak na czele. Przez ostatnie cztery lata, na kolejnych znaczących imprezach - mistrzostwach Europy i świata - rok w rok udowadniali swoją doskonałość  i przywozili naręcza medali.  Teraz nie mogą się pogodzić z przegraniem najważniejszej próby. W takich sytuacjach szuka się przyczyn niepowodzenia. Nie sposób skwitowaćich ocen określeniem "bunt olimpijczyków", zawodnicy mają bowiem sporo racji.

W sporcie zdarza się błąd oszacowania szczytu dyspozycji. W takiej sytuacji sportowcy są przeciążani, dochodzi do „przetrenowania”, szafowania ich siłami wbrew zagrażającym kontuzjom. Pojawia się zmęczenie psychiczne, a w zawodnikach narasta paraliżujący lęk o wynik. Można użyć metafory zbyt mocno nakręconego zegarka, który przestaje  chodzić. Ale to nie sami zawodnicy nakręcają tę sprężynę.  Raczej ulegają naciskom sztabu trenerów i różnego rodzaju specjalistów. A logistyką nakręcania zajmuje się  liczne grono urzędników, prezesów i działaczy, zatrudnianych przez PKOl i związki sportowe.

Nic dziwnego, że cała olimpijska kadra szermierzy (włącznie z  wicemistrzami olimpijskimi w szpadzie,  którzy spełnili przecież nadzieje) wskazuje na  poważne niedociągnięcia. Mówią o przestarzałych metodach treningu i braku analiz video, co jest przyjętym standardem. Wspominają o  arogancji i apodyktycznym traktowaniu przez prezesa związku.

Z kolei  Marek Plawgo jest rozgoryczony złym składem sztafety 4 x 400 m, w której będzie biegł po mniej udanym występie indywidualnym. Jak twierdzi, jest to skład ustalony nie przez trenera, lecz  przez zarząd PZLA. Także siatkarki po raz pierwszy publicznie mówią o pretensjach do swojego trenera.

Atakowani trenerzy i działacze milczą albo zbywają te uwagi. Nie wszystkich stać na  takie podejście, jakie zaprezentował trener kadry pływaków, Paweł Słomiński. Bez ogródek przyznał, że popełniono istotne błędy - nadmiernej eksploatacji i śrubowania formy co roku na kolejne mistrzostwa,  powodując tym  tzw. zmęczenie materiału. Słomiński wie, że zegarki zostały zbyt mocno nakręcone. Oby pozostali zdali sobie z tego sprawę. Szczególnie szef PKOl, Piotr Nurowski, który już zapowiedział surowe sankcje wobec winnych. Najlepiej wszakże, aby szukanie winy każdy zaczynał od siebie.

Tadeusz  Olszański

Komentarze (0)
Kontuzjowane Chiny
 Oceń wpis
   

W Chinach nastał dzień żałoby. Słońce zaszło nad Pekinem w poniedziałek o 11:51, gdy Liu Xiang schodził kontuzjowany ze stadionu. Agencje podają, że sprinter miał kłopoty z nogą, ale to tylko część prawdy. Całe Chiny doznały kontuzji razem z nim.

Poranne eliminacje lekkoatletyczne w Ptasim Gnieździe to zazwyczaj nudne widowisko. Przychodzą je oglądać koneserzy i sprawozdawcy sportowi, a i to nie wszyscy. Dzisiaj było inaczej. Stadion był wypełniony po brzegi, bo miał startować Liu. Od olimpiady w Atenach, gdy zdobył złoto w biegu na 110 metrów przez płotki, był jak szósta gwiazda w narodowym godle. Liu, poza samym przewodniczącym Mao, jest najbardziej rozpoznawalną chińską marką. Każdy jego krok śledzą setki tysięcy dziennikarzy, a interesują się nim miliardy.

Pierwsze pytanie, które usłyszałem po przyjeździe do Pekinu brzmiało: „Co Polacy sądzą o szansach Liu Xianga?”. Wstyd przyznać, nie znałem odpowiedzi. W ogóle o szansach Liu nie myślałem, bo nic o nim nie wiedziałem. A powinienem wiedzieć przynajmniej tyle, że jest pierwszym Chińczykiem, który zdobył lekkoatletyczne „trzy korony” (czyli ustanowił rekord świata, był jednocześnie mistrzem olimpijskim i świata). Udowodnił, że Azjaci mogą konkurować i wygrywać ze sprinterami z Ameryki i Europy. Jest dumą narodową Chińczyków.

Dzisiaj miał się odbyć wielki pojedynek między Azją i Ameryką. Na bieżni dwóch gigantów:  Dayron Robles z Kuby, który ostatnio pozbawił Chińczyka rekordu świata, i Liu Xiang, za którego kciuki trzymała cała Azja. Poszedłem zobaczyć tę rywalizację i tak jak wszyscy na stadionie, czekałem na szóstą eliminację. Gdy tylko Liu pojawił się w tunelu, stadion drgnął, zakołysał się i zawył. Potem na przemian falował i ryczał. Kamery rejestrowały każdy ruch zawodnika. Liu był w swoich żółtych, szytych na miarę butach, które można oglądać w Chinach na specjalnie organizowanych wystawach objazdowych. Duma narodowa nie wyglądała dobrze. Przy każdym kroku na twarzy płotkarza pojawiał się grymas. Można to było zobaczyć z loży prasowej. Ale stadion tego nie widział. Ryczał na całe gardło. Domagał się sukcesu. Chciał złota. Umilkł dopiero, gdy Liu stanął w blokach startowych. Po falstarcie stało się coś niesłychanego. Liu zamiast wrócić na swój tor, kulejąc zszedł z płyty stadionu.

- Chiny płaczą po Liu – komentuje fotograf z Hongkongu. – Tak zostały pogrzebane nasze nadzieje.
Kibice nawet nie zdążyli go pożegnać, tak byli tym wszystkim zaskoczeni. Chwilę po tym, gdy Liu opuścił stadion, podobnie zrobiła większość z 80 tysięcy kibiców. Niewielu zainteresował ostatni bieg kwalifikacyjny, trójskok, czy rzut młotem.

- Liu jest w wielkiej depresji, bo czuje, że zawiódł nadzieje – mówi Sun Haiping, trener chińskiego sprintera. Na konferencję prasową przyszło kilkuset dziennikarzy. Nawet konferencje mistrzów olimpijskich nie gromadzą takich tłumów. Pan Sun tylko na początku swojego wystąpienia zdołał pohamować emocje. Chwilę później płakał już jak dziecko. Przez łzy zaklinał się, że zrobił wszystko, by przygotować mistrza do startu.
Jeszcze podczas konferencji dostałem sms od Fang, znajomej Chinki: „Biedny Liu. Jaka szkoda.” Przed rozpoczęciem olimpiady wyznała, że tak naprawdę interesują ją dwa momenty: otwarcie igrzysk i start Liu Xianga.

Cezary Łazarewicz

Komentarze (2)
Powtórka Montrealu
 Oceń wpis
   

Nasi siatkarze mają z Rosjanami swoje porachunki, sięgające jeszcze igrzysk w Montrealu. Gdy oglądałem dzisiejszy mecz Polska – Rosja, przypomniał mi się triumf Polaków w Kanadzie. Wtedy polscy siatkarze, dowodzeni przez Huberta Wagnera, po dramatycznym, finałowym meczu zabrali złoty medal drużynie ZSRR. Dzisiejszy mecz i ten sprzed ponad ćwierć wieku miały niemal identyczny przebieg!

W obu przypadkach zaczęło się od przegranej pierwszego seta, i to w dość fatalnym stylu. Na pociechę powtarzałem sobie słynne powiedzenie Wagnera, że „nie sety się liczą, a wygrane mecze”! W kolejnych minutach spotkanie w Pekinie potoczyło się według takiego samego scenariusza, jak to w Montrealu. Wygraliśmy drugiego seta 26:24, następnego przegraliśmy 24:26, by znów wygrać 25:23 i w ostatecznej fazie zmiażdżyć Rosjan 15:12.

Hubert Wagner miał prostą formułę na zwyciężanie lepszych przeciwników. Twierdził, że „trzeba nie tylko więcej, lepiej, ale i mądrzej od nich pracować”. W swoich powiedzonkach Wagner był bardzo podobny do Kazimierza Górskiego, który też w prosty sposób nazywał odwieczne prawdy. I genialnie kierował drużyną, bo czuł grę!

Od czasów Wagnera siatkówka bardzo się zmieniła. Kiedyś błąd nie oznaczał straty punktu, lecz tylko utratę serwu. Dziś, jak w tenisie, każdy błąd to punkt. Od trenera, który faktycznie jest siódmym zawodnikiem, kierowanie grą wymaga obecnie iście pokerowych umiejętności. Raul Lozano znakomicie rozegrał mecz z Rosjanami. Wiedział, które karty i kiedy zrzucać, kogo i w jakim momencie wstawiać do gry. Robił to o niebo lepiej niż dowodzący naszymi siatkarkami Marco Bonitta.

Pod wodzą Lozano wygraliśmy z Rosją, która uprzednio pokonała Brazylię. My z Brazylią wprawdzie przegraliśmy, ale wchodzimy do ćwierćfinałowej fazy turnieju z wielkimi szansami. Nie tylko na medal, ale – jak w Montrealu – na najwyższe miejsce na podium.
 
Tadeusz Olszański

Komentarze (5)
Medalowa niedziela
 Oceń wpis
   

W Pekinie wreszcie nastał polski dzień! Naszemu specjalnemu wysłannikowi, Cezaremu Łazarewiczowi  zapewne z trudem  udało się zdążyć na kolejne ceremonie wręczania medali.
Najpierw było złoto i srebro dla polskich wioślarzy, potem brąz przesympatycznej Agnieszki Wieszczek w zapasach, a wreszcie wicemistrzostwo sztangisty Szymona Kołeckiego, który całe lata zmagał sie z ciężką kontuzją kręgosłupa.

Ale nie tylko dla nas była to medalowa niedziela. Dla Michaela Phelpsa również. Amerykanin dotrzymał obietnicy, i zdobył w Pekinie  ósmy złoty medal. Tyle właśnie zapowiadał. Nikomu przed nim się ten wyczyn nie udał!

Do tej pory w tabeli multimedalistów prowadził amerykański pływak Mark Spitz, który w 1972 r. w Monachium zdobył siedem złotych medali.  W łącznej klasyfikacji medali zdobytych na kilku igrzyskach  przodowała czwórka sportowców, którzy mieli w dorobku po dziewięć złotych medali.
 Pierwszym był  fiński długodystansowiec Paavo Nurmi, który w latach 1920 -28  zdobył  dziewięć złotych i trzy srebrne medale. Był niezwykle  skromny, małomówny. Do tego stopnia, że przezwano go "Wielkim Niemową". Nurmi stał się symbolem pierwszej epoki olimpizmu, epoki amatorstwa, za co zapłacił wysoką cenę. Zdyskwalifikowano go bowiem i zabroniono startu w kolejnych igrzyskach, gdy okazało się, że podwójnie podliczał koszty podróży. Był po prostu ubogi.

Radziecka gimnastyczka Larysa Łatynina na trzech olimpiadach od 1956 do 1964 roku wywalczyła dziewięć złotych, pięć srebrnych i cztery brązowe medale. Miła i elegancka, stała się chętnie pokazywanym zagranicą symbolem  socjalistycznego sportu.

Mark Spitz zapoczątkował  etap amerykańskiej rekordomanii, miał w kieszeni dwa złote medale zdobyte w Meksyku, gdy  zapowiedział, że pobije rekord wszechczasów i zdobędzie siedem  złotych krążków podczas jednych igrzysk. Podpisał kontrakty reklamowe na miliony dolarów.
Czarnoskóry reprezentant USA, Carl Lewis  zebrał swoje medale (dziewięć złotych i jeden srebrny ) w sprintach i skoku w dal. Wszystko to w ciągu czterech olimpiad, od 1984 do 1996 roku. Ciężko na to pracował.

Michael Phelps miał 19 lat, kiedy w Atenach wywalczył  sześć złotych i dwa brązowe medale. Teraz dołożył aż osiem. Jest absolutnym mistrzem. Takie kolekcjonowanie medali olimpijskich jest możliwe dzięki  powiększeniu programu  zawodów w pływaniu o dystans 200 m w każdym stylu, a także  dzięki aż trzem sztafetom. Przede wszystkim jednak swoje wyniki Phelps zawdzięcza niezwykłym warunkom fizycznym. Ma stopy niczym płetwy, bo nosi buty nr 49. Ramiona sięgają mu do kolan. Pojemność płuc – dwukrotnie większa niż u innych. Między 12. a 17. rokiem życia trenował średnio o 52 dni dłużej w ciągu roku, niż jego amerykańscy rywale. Jak to możliwe? Rachunek jest prosty - w każdą niedzielę, kiedy wszyscy mieli wolne, on karnie przepływał swoje kilometry.
Michael Phelps robi wrażenie skromnego i koleżeńskiego. Jego znajomi twierdzą, że rzeczywiście taki jest.

Wielu uważa, że Phelps jest fenomenem z innej planety. - On nie jest z innej planety - skomentował brytyjski trener pływania, Simon Burnett. - On jest z przyszłości!

Tadeusz Olszański
 

Komentarze (2)
1 | 2 | 3 | 4 |
Najnowsze wpisy
2008-08-24 22:45 Grobowa cisza
2008-08-24 15:24 Olimpijski bilans
2008-08-22 17:30 Abstrakcja i rzeczywistość
2008-08-21 17:37 Za Wielkim Murem
2008-08-21 16:46 Czarna data
Najnowsze komentarze
2011-05-21 20:01
biznesforum24h:
Olimpijski bilans
Witam Z przyjemnością muszę stwierdzić ze informacje na Pańskim Blogu są jak najbardziej[...]
2011-03-21 20:39
aep:
Grobowa cisza
Tam gdzie w grę wchodzi duża kasa, krzyczą tylko fanatycy, reszta szuka możliwości zarabiania[...]
2010-01-12 22:48
http://wynikidot.pl:
Grobowa cisza
Jak widac chinczycy doskonale sie organizuja we wlasnym panstwie
2009-12-03 06:38
ugg sale :
Czarna data
UGG boots ,ugg discount ,ugg boots sale,ugg cardy ugg store ,ugg boots online,ugg[...]
2009-11-28 09:07
aion:
Grobowa cisza
www.aion4gold.com
Archiwum
Rok 2008